czwartek, 15 września 2011

Cooking for Daddy


Dziś przyjeżdża na kilka dni nasz pan i władca, dlatego zasiedliśmy z Maćkiem do przygotowania leczo. Mały chętnie kroi parówki, bo… połowę wkłada do buzi. Zdaję sobie sprawę, że parówy to nie jest odpowiednie danie w menu dziecka, ale prawda jest taka, że nie ma innej możliwości zdrowego odżywiania jak kupowanie żywności ekologicznej, a kogóż na to stać? Ekologiczne to my mamy tylko ziemniaki od mamusi i właśnie kończące się brzoskwinie i śliwki. Wszystko inne ze sklepu jest mniej lub więcej nafaszerowane chemią.
Today our daddy is coming, so we’ve made „leczo”. Maciek likes slicing the sausages, because he eats half of them! I know that sausages aren’t healthy, but honestly, what is? Everything contains more or less chemical substances. Organic food is very expensive, we can’t afford it. The only organic food we have are potatoes, peaches and plums from my mother.   

wtorek, 13 września 2011

Once upon a time...


Oj bieda, bieda, dziecko się buntuje i nie chce mi zdjęć robić. Poza tym mam ich tyle, że komputer przeciążony, trzeba pozgrywać na płyty i nie ważne, że lubię wszystkie fotki mieć pod ręką i przeglądać od czasu do czasu.
Robiąc porządki natknęłam się na foto relację z ostatniej weekendowej wycieczki do Niemiec. Przez stolicę przebiegliśmy galopem i zaszyliśmy się na kilka godzin w Muzeum Pergamońskim, a to nie jest to, za czym przepadam. O wiele bardziej ucieszyła mnie przejażdżka łodziami po kanałach Spreewaldu. Wiosenne słoneczko, ćwierkające ptaszki, pisanki na krzaczkach, bo to Wielkanoc się zbliżała. 

The trouble is that my son doesn’t want to take photo of his mum! I’ve got already sooo many of them, that my computer won’t work properly. I need to put them on CDs, although I like to have them by me, in the PC and look through them from time to time.
These are a few bits from my last trip to Germany. I wasn’t interested in Berlin very much, mostly because we spent too much time in Pergamon Museum. But I really loved a boat trip through the canals of Spreewald. The sun was shining, birds singing and Easter coming. That was so relaxing!


 

sobota, 10 września 2011

It's so hard!

Maciek: Czemu musimy iść do babci na nogach zamiast jechać autobusem?
Ja: Już ci mówiłam, bo jest ładna pogoda i chodzić jest zdrowo.
Maciek: Jak to zdrowo? Przecież mnie potem nogi bolą!

Son: Why do we have to go on foot instead of taking a bus?
Me: I've already told you, because the weather is nice and walking is healthy.
Son: Healthy? I don't think so, cause my legs hurt!
Gapiąc się na pracującą koparkę/ Staring at a working digger

piątek, 9 września 2011

My wellies aren't Hunters aka Lady with an ermine


Miałam dzisiaj szczerą ochotę włamać się do starego młyna w naszym mieście i tam pyknąć kilka zdjęć w klimatycznych wnętrzach, ale zrobiło się tak zimno, że Fotograf zaprotestował przeciwko wychodzeniu z domu. Dziś więc zdjęcia z wczoraj, z wyjątkowo pechowej sesji.
Część pierwsza, czyli ja w moich malinowych (Fotograf mówi, że zbyt malinowych) kaloszach. Na zaprowadzenie syna do przedszkola w sam raz, ale dłużej nie ponoszę, bo takie szerokie i klapiące. Deszcz przegonił nas szybko.
I was going to break into an old mill and take some shots in the interesting interiors, but my photographer refused to work in the lousy weather. These are yesterday pics, from an unlucky session.
The first part taken outside, in the rain, hence I’m wearing my raspberry wellies (too much raspberries, in the photographer’s opinion). 

wellies - the Net, jacket - Carry, umbrella - no name, scarf - thrifted

Druga część już w domu, na tle chorowitej ściany. Miało być elegancko, z ala łasiczką na ramieniu, ale moja szczurzyca zdziwaczała i tylko mi dekolt podrapała. No cóż, stara już jest, przytyła i o higienę nie dba jak kiedyś, ale miałam nadzieję ją uwiecznić na zdjęciach, bo do tej pory nie miała żadnego.
The second part at home, with the ugly wall behind me. It was to be a nice session with my rat, but she’s getting old and wild, and she only scratched my neck.  
dress - thrifted, shoes - George, pearls - the Net

czwartek, 8 września 2011

Shame on you, greedy lady!


Najpierw muszę stwierdzić, że nie ma w moim miasteczku dobrych lumpeksów. Tam, gdzie wszystko na wieszakach – drogo, a tam gdzie trzeba przekopać górę niezbyt pachnących ubrań – nic ciekawego i strata czasu. A teraz lumpeksowa anegdotka.
Wypatrzyłam na wieszaku ciemnozieloną (mmmm!) plisowaną spódniczkę przed kolano, za dużą raptem 4 rozmiary. Myślę sobie, że za 10zł mogę kupić, z płatną przeróbką i tak będę mieć coś fantastycznego. Zauważyłam jednak, że gumka jest kompletnie rozciągnięta i do tego wszyta w skomplikowany sposób. Podchodzę do sprzedawczyni z nadzieją, że spuści znacznie z ceny, na co pani odrzeka, że kobiety o dużych rozmiarach nie potrzebują gumki!
Nie muszę chyba dodawać, że obróciłam się na pięcie i czym prędzej wyszłam. Odkryłam, że niedaleko otwarto lumpeks z rzeczami na wieszakach, ale na wagę. Co prawda nie wcisnęłam się w marchewy z Top Shopu, ale wybrałam sukienkę dla chrześnicy za 4.5 zł. I to się nazywa porządny lumpeks! Sukienkę chciałam sfotografować na właścicielce i zrobiła się z tego cała sesja, bo trafiłam na większą maniaczkę mody niż ja sama. Mając 10 lat przebiera się trzy razy dziennie, a za każdym razem wyrzuca pół szafy, nie wiedząc co odziać. Paznokcie ma częściej kolorowe niż ja, a do tego ładnie rysuje. Kariera w świecie mody murowana!
Miejsca do fotografowania, pozy i kwiatuszek za uchem to jej własna inwencja. Ostatnio zaplata dwa warkocze, a ja bardzo to lubię. I jest taka podobna do mojej siostry!

An anecdote from a second hand shop.
Not so long time ago I found on a hanger a beautiful dark green pleated skirt. It wasn’t my size but I thought I could alter it. I discovered that the rubber band was completely stretched and sewn in a difficult way. I went to the sales-woman to tell her about the defect and ask for a price reduction. The lady told me that she doesn’t care, because a big-sized woman who will buy the skirt don’t need the elastic band!
I left the shop immediately and went to another one, where I found a great dress for my niece, for only 1 euro. The ten years old girl is even bigger fashion lover than me. She changes three times a day, thinks for hours what to put on and paints her nails. She will be in fashion some day! She didn’t let me take only one photo, she chose many places, poses and the flower behind her ear. She resembles her mother so much!