Na pewno zauważyliście, że ostatnio nic innego nie robię, tylko się ubieram... No tak, kieracik trwa.
Tym bardziej miło mi było wyrwać się choć na chwilę w góry. Nic to, że jechaliśmy 6 godzin w jedną stronę. Nic to, że zdążyłam tylko dojść na Halę Gąsienicową, zjeść szarlotkę w schronisku i już uciekałam na dół, na umówioną godzinę odjazdu autokaru. Jesienna przebieżka po górach to wspaniała odskocznia od codzienności, a oscypki z żurawiną nigdy mi się nie znudzą.
Zdjęć zdążyłam zrobić też tylko parę, i to kieszonkowym aparatem, ale są.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bits and pieces. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bits and pieces. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 4 października 2015
sobota, 22 sierpnia 2015
Kwiatowa manufaktura
Sporo wolnego czasu poświęciłam ostatnio na klecenie kwiatów z krepiny - maków, chabrów, kaczeńców i stokrotek. Oczywiście wzorowałam się na internetowych tutorialach, ale w przypadku chabrów poszłam na łatwiznę. Maciek był odpowiedzialny za "katering", a jego kuzynki produkowały płatki, z których składałam kwiaty. Po co mi one? Odpowiedź w następnym odcinku.
środa, 19 sierpnia 2015
Wspomnienie upalnego weekendu z Mimi
Nie żebym tęskniła za tym żarem, do tej pory podlewam omdlewające drzewka i z przerażaniem patrzę na łyse brzozy, ale w jeden z takich męczących weekendów wpadła do mnie Dziurka z rodziną i trochę mnie ożywili. W przenośni i dosłownie, bo wylądowałam w wodzie w ubraniu.
Cóż było robić w taką pogodę? Wylegiwaliśmy się to na tarasie, to w cieniu szopki, od czasu do czasu maczając się w basenie. Grillowaliśmy z ochoczym udziałem psów.
Rodzina Dziurków powiększyła się o suczkę, białą kudłatą Mimi, która imię otrzymała prawdopodobnie dopiero w połowie swojego życia. Wyeksploatowana w pseudo hodowli i porzucona jak śmieć, oślepła i powłócząca nogami, ale wciąż istota czująca i wcale nie misiek do ozdoby kanapy, chociaż tak wygląda.
"Dziewczyny" zaakceptowały ją, mimo że to suczka, a ona nie ganiała mi kota. Czyli istna sielanka.
Ażeby nasze czworonogi zaznały również ochłodzenia, zabraliśmy je na pobliskie "glinianki". Mimi pierwszy raz pływała i świetnie jej to szło, mimo zwichrowanego kupra.
Zdjęcia - Dziurka i ja
Cóż było robić w taką pogodę? Wylegiwaliśmy się to na tarasie, to w cieniu szopki, od czasu do czasu maczając się w basenie. Grillowaliśmy z ochoczym udziałem psów.
Rodzina Dziurków powiększyła się o suczkę, białą kudłatą Mimi, która imię otrzymała prawdopodobnie dopiero w połowie swojego życia. Wyeksploatowana w pseudo hodowli i porzucona jak śmieć, oślepła i powłócząca nogami, ale wciąż istota czująca i wcale nie misiek do ozdoby kanapy, chociaż tak wygląda.
"Dziewczyny" zaakceptowały ją, mimo że to suczka, a ona nie ganiała mi kota. Czyli istna sielanka.
Ażeby nasze czworonogi zaznały również ochłodzenia, zabraliśmy je na pobliskie "glinianki". Mimi pierwszy raz pływała i świetnie jej to szło, mimo zwichrowanego kupra.
Zdjęcia - Dziurka i ja
czwartek, 9 lipca 2015
Ola z Opola
Opole mamy prawie na wyciągnięcie ręki (raptem 90km) i od kilkunastu lat mieszka tam moja dobra koleżanka z dawnych lat, a mimo to nie zwiedzałam tego miasta ani razu! Czas najwyższy nadrobić zaległości i chociaż krótka była moja wizyta u Oli, mam nadzieję jeszcze w wakacje tam wrócić, bo Opole okazało się całkiem sympatycznym celem weekendowych wypadów.
Przede wszystkim, tam nie dadzą człowiekowi uschnąć w upalny dzień:
Przede wszystkim, tam nie dadzą człowiekowi uschnąć w upalny dzień:
Subskrybuj:
Posty (Atom)