Tak, obcięłam włosy i przepraszam Ruda, nie zapuszczam z Tobą ;-)
piątek, 26 października 2012
Jak stróż w Boże Ciało
Zdarzyła się okazja do debiutu sukienki kupionej już dość dawno. Tak na co dzień wolę bardziej "żulowato"... Niech Was nie zwiedzie słońce, od którego marszczę zmarszczki, ani te urocze chmurki na niebieściutkim niebie, bo zimno dziś na tyle, że założyłam wymięty jeszcze płaszcz, wyciągnięty pośpiesznie z zasobów zimowych ubrań.
Tak, obcięłam włosy i przepraszam Ruda, nie zapuszczam z Tobą ;-)
Tak, obcięłam włosy i przepraszam Ruda, nie zapuszczam z Tobą ;-)
wtorek, 23 października 2012
Było miło...
... tyle że bardzo krótko. Jednodniowa wycieczka to nie jest to za czym przepadam (zwłaszcza jeśli muszę tyle godzin wysiedzieć w autokarze i nie bardzo wiem gdzie nogi podziać), ale lepsza taka niż żadna. Chociaż to był replay z lata czyli Karpacz i Śnieżka.
Sobotni poranek wcale nie zapowiadał się z początku tak słonecznie, ale wkrótce nastała jasna błogość.
Każda ścieżka zachęcała do wejścia na nią i wędrówki nawet w nieznane.
Na początku był Wang, ale za robienie zdjęć wewnątrz wołali pięć złociszy, więc uznałam, że nie warto, ale oto miniaturka w zamian. I ja rzecz jasna.
Nie, nie rozdają nic za darmo, to kolejka do wyciągu krzesełkowego na Wielką Kopę...
... a to jej dalsza część. Niewiarygodne, bo w sezonie wyciąg praktycznie świecił pustkami.
Wiem, że nie robi się zdjęć pod słońce, ale chciałam zapamiętać jak mocno wtedy świeciło. Dobrze, że koleżanka miała filtr 30, w przeciwnym razie miałybyśmy piękne czerwone nosy.
Piknik pod Śnieżką - tłumy waliły zewsząd.
I zjazd. Ten Gołębiewski to naprawdę kolos i jakkolwiek nie zachwyca mnie przepychem, to zadziwia rozmiarami.
Sobotni poranek wcale nie zapowiadał się z początku tak słonecznie, ale wkrótce nastała jasna błogość.
Każda ścieżka zachęcała do wejścia na nią i wędrówki nawet w nieznane.
Na początku był Wang, ale za robienie zdjęć wewnątrz wołali pięć złociszy, więc uznałam, że nie warto, ale oto miniaturka w zamian. I ja rzecz jasna.
Nie, nie rozdają nic za darmo, to kolejka do wyciągu krzesełkowego na Wielką Kopę...
... a to jej dalsza część. Niewiarygodne, bo w sezonie wyciąg praktycznie świecił pustkami.
Wiem, że nie robi się zdjęć pod słońce, ale chciałam zapamiętać jak mocno wtedy świeciło. Dobrze, że koleżanka miała filtr 30, w przeciwnym razie miałybyśmy piękne czerwone nosy.
Piknik pod Śnieżką - tłumy waliły zewsząd.
I zjazd. Ten Gołębiewski to naprawdę kolos i jakkolwiek nie zachwyca mnie przepychem, to zadziwia rozmiarami.
czwartek, 11 października 2012
Trochę na dobre
Nie ma tego złego... Co prawda trwamy teraz w niejakim zawieszeniu (czyt. na walizkach), ale pod jednym względem jest lepiej niż przez ostatnie lata - mam znów swoje wygodne łoże! Do tego zupełnie niespodziewanie dostałam starą lampę, która dopasowała się do kąta i daje wieczorem przyjemnie ciepłe światło. Cała tymczasowa sypialnia zyskała na przytulności, a koleżanka Izolda twierdzi nawet, że to wszystko wygląda na zamierzony, obmyślony układ.
wtorek, 9 października 2012
Hej ho, do szkoły by się szło...
czwartek, 27 września 2012
Smerfny hit
W temacie zmian życiowych - już nie mieszkam trzy minuty drogi od miejsca pracy, ale cztery kilometry. Póki co, korzystam z ładnej pogody i staram się codziennie jeździć rowerem, ale że dbam o wrażliwe zatoki, to można mnie zobaczyć często w opasce, a od dziś - uwaga uwaga - w czapce ala smerfetka, przed którą wzbraniałam się latami. Cóż, kobieta zmienną jest ;-)
Torebkę Castella to już chyba połowa miasta nosi, ale nie przeszkadzało mi się w nią zaopatrzyć jeszcze w wakacje. Z tym że noszę ją, w przeciwieństwie do innych (Joanno), na długim pasku, bo w swej obrzydliwej praktyczności lubię mieć wolne ręce, a już zwłaszcza gdy jadę na rowerze z koszykiem pełnym zakupów.
Torebkę Castella to już chyba połowa miasta nosi, ale nie przeszkadzało mi się w nią zaopatrzyć jeszcze w wakacje. Z tym że noszę ją, w przeciwieństwie do innych (Joanno), na długim pasku, bo w swej obrzydliwej praktyczności lubię mieć wolne ręce, a już zwłaszcza gdy jadę na rowerze z koszykiem pełnym zakupów.
środa, 19 września 2012
Rajtuzy sobie kupiłam
Tak, zakup czterech par kolorowych rajstop to dobry powód do stworzenia nowego posta. Lubię takie gatki, bo dzięki nim spódnice i sukienki skromnej długości nie wyglądają tak wyzywająco jak przy cienkich cielistych. Torba służy jako rekwizyt, bo trochę za toporna do noszenia na co dzień, ale nie zamierzam się jej pozbywać. Ba, po kilkunastu latach wydobyłam ją z czeluści zagrzybionej szafy i oddałam do gruntownego czyszczenia. Jest to pamiątka po moich koleżankach z czasów liceum, których już praktycznie nie widuję.
niedziela, 9 września 2012
Prościej się nie da
Jestem, jestem. Rzadko buszuję po internecie, z różnych powodów, ale staram się zaglądać do Was, moje Obserwatorki, bo lubię wiedzieć co się dzieje w Waszych światkach. U mnie ostatnio bardzo intensywnie, miniony tydzień zleciał jak dzień. Wiele się zmieniło, o czym będę wspominać w postach, kiedy już uda mi się wejść w tryby regularnego blogowania.
Przez całe wakacje mój aparat był nieczynny, co mnie skutecznie zniechęcało do fotografowania i pisania. Sądziłam, że w jego naprawie pomogą mi życzliwi ludzie, jednak pomyliłam się co do ich nastawienia do mojej osoby. Musiałam poczekać na bohatera w postaci mojego męża, który przybył z niezbędnymi śrubokręcikami i wymienił ukruszony bagnet. Oto i mój aparat jest już znów ze mną. Dopóki go drugi raz nie upuszczę :-D
Zdjęcia z rodzinnego spaceru w tę słoneczną niedzielę. Popełniłam tu karygodny błąd i założyłam rajstopy do sandałek, bo nie chcę jeszcze przywoływać jesieni pełnym obuwiem, a jednak mi odnóża marzną. Gdyby kto chciał taką dzianinową bluzkę, to w Reserved wiszą.
Pamiętacie, jak w styczniu chwaliłam się najpiękniejszym prezentem mojego życia - działką budowlaną? Powoli powstaje na niej mały dom dla naszej trójki. Niestety, to już nie jest prezent!
Przez całe wakacje mój aparat był nieczynny, co mnie skutecznie zniechęcało do fotografowania i pisania. Sądziłam, że w jego naprawie pomogą mi życzliwi ludzie, jednak pomyliłam się co do ich nastawienia do mojej osoby. Musiałam poczekać na bohatera w postaci mojego męża, który przybył z niezbędnymi śrubokręcikami i wymienił ukruszony bagnet. Oto i mój aparat jest już znów ze mną. Dopóki go drugi raz nie upuszczę :-D
Zdjęcia z rodzinnego spaceru w tę słoneczną niedzielę. Popełniłam tu karygodny błąd i założyłam rajstopy do sandałek, bo nie chcę jeszcze przywoływać jesieni pełnym obuwiem, a jednak mi odnóża marzną. Gdyby kto chciał taką dzianinową bluzkę, to w Reserved wiszą.
Pamiętacie, jak w styczniu chwaliłam się najpiękniejszym prezentem mojego życia - działką budowlaną? Powoli powstaje na niej mały dom dla naszej trójki. Niestety, to już nie jest prezent!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































