środa, 14 sierpnia 2013

Chłop małorolny

Kiedy przychodzi pora żniw, zaczynam się  zastanawiać, czy nie zakupić kilkunastu lub kilkudziesięciu hektarów i zacząć uprawiać ziemię. Patrzyłabym sobie wtedy do woli na pracujące kombajny, sypiące się złote zboże i zwijanie słomy w baloty - dla mnie sama poezja. Przy okazji obrabiania tych hektarów zarobiłabym na porządne kalosze z magiczną literką H i nie musiałabym nosić tych dziesięć razy tańszych.








koszula - Diverse




poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Abstynencja

Zauważyliście, że już od miesiąca nie pojawiłam się w żadnym poście w sukience? Nie dość, że staram się ich nie nosić, to jeszcze nie kupuję! To taki rodzaj tymczasowej abstynencji (można w sierpniu od alkoholu, można i od sukienek!), ale nie przerodzi się w poważny odwyk i nie potrwa pewnie do końca miesiąca. W każdym razie nie w przypadku noszenia, ale jest szansa, że żadnej nie kupię do końca wakacji.
I jeszcze jedno - jeśli widzicie mnie pod ścianą, możecie być pewni, że właśnie wyprowadzam swoją "trzodę" na spacer. Zarówno Duśka jak i Lulka najlepiej czują się, gdy karmodawczyni jest w pobliżu, bo nuż zgłodnieją?





 Trudno wyłuskać kota spod wybiegu:


Nie poświętowaliśmy

Z tym Świętem Bursztynu miało być zupełnie inaczej, a już na pewno zamierzaliśmy fetować w większym gronie. Niestety, podstępne choróbsko sprawiło, że Dziurka z rodziną nie dała rady dojechać, dlatego na obchodach Święta byliśmy całkiem krótko. Więcej zdjęć tutaj.

 Spotkaliśmy znajomego rycerza, który pożyczył na chwilę swój oręż.








 Za moich czasów cukrowa wata była lepką białą chmurką, natomiast obecnie to jakaś horroroWATA.





Na imprezach plenerowych zawsze zaliczam pajdę chleba ze smalcem i kiszonym ogórkiem!
 



sobota, 10 sierpnia 2013

Bursztyn

O corocznym  Święcie Bursztynu wspominałam już dwa lata temu, ale z każdym rokiem impreza coraz huczniejsza, bogatsza i obfitująca w coraz więcej wrażeń. Do dziś żałuję, że nie kupiłam naszyjnika z listkami i bursztynowymi kroplami, który wtedy tak mi się podobał, a którego próżno wypatrywałam rok temu i dziś. W każdym razie zawsze mogę się pocieszyć czymś innym i ... sporo droższym. Moim faworytem jest duży anioł, ale nawet nie próbowałam pytać o jego cenę. Święto trwa jeszcze jutro, może więc coś nabędę, dla otarcia łez po niezapomnianym naszyjniku. 





Niewykluczone, że wystarczy mi coś z lnu.




W ostateczności może być włóczkowy misiek...


czwartek, 8 sierpnia 2013

Z przypadku

Większość moich szmatek jest kwestią przypadku, bo jeśli wyruszam na zakupy z określonymi postanowieniami, nigdy nie znajduję tego, co odpowiadałoby mi w danej chwili. Zamiast stroju kąpielowego kupiłam ostatnio koszulę nocną i dalej narzekam, że nie mam w czym na plaży się pokazać.
I tak spodenki wzięłam, bo krótkich i granatowych to jeszcze nie miałam, a na rower się przydadzą. Koszula, chociaż z przebrzmiałym motywem (auć, co za faux pas), uratowała mi życie, gdy wybrałam się do Wrocławia zbyt ciepło odziana, bo mi media źle pogodę przewidziały. A buty zielone i przecenione, no jak nie wziąć? I od razu dwie pary, bo tego lata zamiast sandałek preferuję takie płaskie ciapki.


koszula - Stradivarius


ciapki - jak widać

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Czego mąż nie lubi

Generalnie nie pozwalam mojej drugiej połowie rządzić moim ubiorem, ale jego zdanie ma dla mnie duże znaczenie, więc jeśli wymsknie mu się jakaś niemiła uwaga pod adresem moich szmatek lub błyskotek, potrafię daną rzecz znielubić i nie nosić. I tak naszyjnik posiadam od lat około trzech, a dopiero dziś ma premierę. Czy on taki brzydki?? Podobnie było z maksi, których pozbyłam się, bo mi coś mąż burknął na ich temat, ale ostatnio zakupiłam sobie tę oto spódnicę lekką jak tetra, na upały się nada. I w końcu jakaś spódnica, która faktycznie sięga mi do kostek.





Kiedy "sesja" w domu, cała rodzina bierze w niej udział:



Oprócz psa, bo nie ma wstępu na piętro, tu króluje Dusiencja. Szczerze, to fotograf bardziej był zainteresowany tą futrzastą modelką niż mną.


Miałam też taką wizję spódnicy:


I jeszcze muszę się poskarżyć, że mężowi nie podoba się nasza Lula. Powiada, że szczurowata... No jak mógł?!

 

niedziela, 4 sierpnia 2013

200!

Całkiem niedawno minęły dwa lata od kiedy zaczęłam bawić się w blogowanie, a dziś już-dopiero dwusetny post. Z zasady miał to być blog o moim zamiłowaniu do fatałaszków, w tym też temacie powinien być jubileuszowy post, ale cóż poradzić, skoro moją głowę ostatnio zaprzątają całkiem inne sprawy, a moda nigdy nie była na pierwszym miejscu w moim sercu. 
Dziś w nocy znów przypomniałam sobie jak to być mamą i wstawać do dziecka, z tą różnicą, że tym razem do psiego! Dalej powiększamy rodzinę i obecnie Maciek, jak sam mówi, ma już dwie siostry, w związku z tym więcej dzieci nie planujemy.
To nasze najmłodsze znalazłam w ogłoszeniu internetowym i adoptowałam. Pożyczonym samochodem bez klimatyzacji, z wynajętym rozgorączkowanym kierowcą (dosłownie - bo chory, i w przenośni - bo śpieszył się szalenie) jechaliśmy po nasze dziecko 40km w trzydziestokilkustopniowym upale. Nasza sierotka została porzucona wraz z piątką rodzeństwa, pozostawiona przez ludzi na pastwę losu. Kiedy ją zabieraliśmy, został na szczęście już tylko jeden szczeniak.
Podróż powrotna nie była ani trochę łatwiejsza, psina przelewała mi się przez ręce od upału, trochę się o nią bałam, ale ledwie wniosłam ją do chłodnego korytarza, ożywiła się znacznie, zwłaszcza że na jej drodze stanęła nasza Duśka. Piesek od razu radośnie przypadł do ziemi i "zaprosił" Dusię do zabawy.



Oczywiście nasza księżniczka zareagowała "pięknym" ogonem i syczeniem, więc za karę została obszczekana. Potem stale obserwowała szczeniaka, bo wiadomo - wroga trzeba mieć na oku. Nawet gdy zasnął w legowisku!




Wczoraj jeszcze zdążyły pokłócić się o miski i powyżerać sobie nawzajem karmę. Duśka, która do tej pory piła wodę na górze w łazience, w momencie przybycia psa postanowiła złośliwie przerzucić się na jego miskę. Dziś jest już lepiej we wzajemnych stosunkach, księżniczka raczy pogonić się ze szczeniakiem na podwórku, ale trzyma się górnych partii domu i stale ostrzegawczo warczy. Nie chce się przyznać, że nowy domownik szalenie ją absorbuje, zdarza jej się zapomnieć i np. z fascynacją pobawić psim ogonem:

I proszę, to uroczy pyszczek naszej Lulki.