Co prawda dzięki tym deszczom i przebłyskom słońca obserwujemy ostatnio codziennie tęczę, ale kolorowo nie jest. Znacie takie doły, co to łapią z niczego i znienacka? Mnie taki dorwał. Niby wszystko ok, ale jakaś zmora mnie dusi.
A zdjęcia jeszcze sprzed naszych górskich wojaży.
We've got a mix of rain and sunshine and we watch at least one rainbow everyday. Unfortunately, they don't make my life colourful. I'm feeling quite miserable lately and the worst thing is I don't know why.
The pictures had been taken before we went to the mountains.
niedziela, 17 sierpnia 2014
sobota, 16 sierpnia 2014
Czerwone trzewiki / New red shoes
Że też nagły spadek temperatury o połowę potrafi popsuć człowiekowi humor aż tak! Dodać deszcze i już czujemy powiew jesieni. Nie poprawiły mi humoru nawet czerwone mokasyny z miękkiej skórki, przecenione o połowę, a to już prawie tragedia.
Pal licho pogodę, mam do Was sprawę, dziewczyny (i być może chłopcy). Minęły już trzy lata mojej zabawy w bloga. Nie będę podawać danych statystycznych mojej "popularności", bo też blog założyłam właściwie dla siebie i swoich bliskich. Nie szukałam uwagi wśród Was, nie rozsiewałam zachęcających komentarzy, a mimo to jest Was spora gromadka. Skoro tu zaglądacie, to mam nadzieję, że z przyjemnością, ale być może macie jakieś oczekiwania względem mojej "twórczości"? Proszę o szczerą krytykę i rady, bo mimo, że blog ma służyć przede wszystkim mnie samej, to chciałabym zatrzymać Waszą uwagę, wszak każdy Wasz komentarz to fajna motywacja!
The weather here became awful, just like in autumn. Hence my mood is lousy and even my new leather moccasins don't help.
It's been 3 years since I started this blog. For myself and the closest friends. With time I gained you, dear followers, so I will be glad to keep your attention by improving my work. Would you like me to change anything in running this blog? I'll be happy to do this for you, I'm waiting for your suggestions.
Pal licho pogodę, mam do Was sprawę, dziewczyny (i być może chłopcy). Minęły już trzy lata mojej zabawy w bloga. Nie będę podawać danych statystycznych mojej "popularności", bo też blog założyłam właściwie dla siebie i swoich bliskich. Nie szukałam uwagi wśród Was, nie rozsiewałam zachęcających komentarzy, a mimo to jest Was spora gromadka. Skoro tu zaglądacie, to mam nadzieję, że z przyjemnością, ale być może macie jakieś oczekiwania względem mojej "twórczości"? Proszę o szczerą krytykę i rady, bo mimo, że blog ma służyć przede wszystkim mnie samej, to chciałabym zatrzymać Waszą uwagę, wszak każdy Wasz komentarz to fajna motywacja!
The weather here became awful, just like in autumn. Hence my mood is lousy and even my new leather moccasins don't help.
It's been 3 years since I started this blog. For myself and the closest friends. With time I gained you, dear followers, so I will be glad to keep your attention by improving my work. Would you like me to change anything in running this blog? I'll be happy to do this for you, I'm waiting for your suggestions.
czwartek, 14 sierpnia 2014
Giewont zdobyty! / We did it!
Nasze wakacyjne wypady są zawsze krótkie lecz intensywne. Rzuciliśmy hasło "Zdobywamy Giewont" i po prostu to zrobiliśmy, a trafiliśmy na sobotę, pierwszy od czterdziestu dni bezdeszczowy dzień w górach.
Our holiday trips are always short but intensive. We decided to climb the mountain Giewont and we did it on the last sunny Saturday.
Ruszamy o 8, jeszcze trochę zimno w lesie. Planowałam o 6, ale kto by chciał wstać tak wcześnie?
We're setting off at 8, it's still chilly in the woods:
Na Polanie Kondratowej słońce już przygrzewa, moi chłopcy zakładają kapelusze:
On Kondratowa Clearing the sun is already strong and my boys put on their hats:
A ja Maćkową chustkę i uśmiech na twarz, bo widoki zaczynają radować serce:
And I'm wearing a scarf and a big smile, cause the views are starting to gladden my heart:
Dłuższy odpoczynek na Kondrackiej Przełęczy. Mina nietęga nie z powodu odległego celu wędrówki za moimi plecami, ale ze względu na natężenie ruchu na szlaku:
A longer rest. I don't like the amount of tourists heading towards Giewont:
Mały się cieszy, że tak daleko dotarł, ale mina rzednie, kiedy ma pozować z rodzicami:
He's happy being so high, but he doesn't fancy posing with parents:
Na końcowym odcinku wspinaczki kolejka przy łańcuchach - normalka:
A queue at the end of our climbing - typical for Giewont:
Maciek trochę się boi, ale powtarza pod nosem "Nie jestem mięczakiem" i prze naprzód:
Maciek is a little bit scared but he keeps whispering "I'm not a loser" and he's bravely climbing up:
Dotarłam! Niestety, na czubku jest niewiele miejsca, a ludzi dużo. Trudno zrobić dobre zdjęcie:
I'm finally here! There's not much space and too many people to take good shots:
I znów kolejka żeby zejść (spaść?) w dół:
Once again queuing to climb down:
Zejście było łagodniejsze, mimo łańcuchów. A tam droga na Kasprowy Wierch, którą brnęłyśmy z Dziurką w zeszłym roku nie widząc nic dalej jak dwa metry:
There you can see the route I took with Dziurka last year. We couldn't see anything then, just grey clouds and much rain:
Schodziliśmy czerwonym szlakiem w Dolinę Strążyńską, a tam raj dla Maćka - strumyki i potoki:
Down in the valley Maciek is enyoing the streams:
Ile można siedzieć w jednym strumieniu? Matka głodna i zniecierpliwiona:
But how long can one sit in a stream? The mother is hungry and angry:
I już na dole. Nie chcielibyśmy wracać z powrotem. Sił natomiast mieliśmy dużo i następnego dnia zrobiliśmy jeszcze dłuższą trasę!
We are down. We wouldn't like to come back. But the next day we had still much power and took even a longer route!
Our holiday trips are always short but intensive. We decided to climb the mountain Giewont and we did it on the last sunny Saturday.
Ruszamy o 8, jeszcze trochę zimno w lesie. Planowałam o 6, ale kto by chciał wstać tak wcześnie?
We're setting off at 8, it's still chilly in the woods:
Na Polanie Kondratowej słońce już przygrzewa, moi chłopcy zakładają kapelusze:
On Kondratowa Clearing the sun is already strong and my boys put on their hats:
A ja Maćkową chustkę i uśmiech na twarz, bo widoki zaczynają radować serce:
And I'm wearing a scarf and a big smile, cause the views are starting to gladden my heart:
Dłuższy odpoczynek na Kondrackiej Przełęczy. Mina nietęga nie z powodu odległego celu wędrówki za moimi plecami, ale ze względu na natężenie ruchu na szlaku:
A longer rest. I don't like the amount of tourists heading towards Giewont:
Mały się cieszy, że tak daleko dotarł, ale mina rzednie, kiedy ma pozować z rodzicami:
He's happy being so high, but he doesn't fancy posing with parents:
Na końcowym odcinku wspinaczki kolejka przy łańcuchach - normalka:
A queue at the end of our climbing - typical for Giewont:
Maciek trochę się boi, ale powtarza pod nosem "Nie jestem mięczakiem" i prze naprzód:
Maciek is a little bit scared but he keeps whispering "I'm not a loser" and he's bravely climbing up:
Dotarłam! Niestety, na czubku jest niewiele miejsca, a ludzi dużo. Trudno zrobić dobre zdjęcie:
I'm finally here! There's not much space and too many people to take good shots:
I znów kolejka żeby zejść (spaść?) w dół:
Once again queuing to climb down:
Zejście było łagodniejsze, mimo łańcuchów. A tam droga na Kasprowy Wierch, którą brnęłyśmy z Dziurką w zeszłym roku nie widząc nic dalej jak dwa metry:
There you can see the route I took with Dziurka last year. We couldn't see anything then, just grey clouds and much rain:
Schodziliśmy czerwonym szlakiem w Dolinę Strążyńską, a tam raj dla Maćka - strumyki i potoki:
Down in the valley Maciek is enyoing the streams:
Ile można siedzieć w jednym strumieniu? Matka głodna i zniecierpliwiona:
But how long can one sit in a stream? The mother is hungry and angry:
I już na dole. Nie chcielibyśmy wracać z powrotem. Sił natomiast mieliśmy dużo i następnego dnia zrobiliśmy jeszcze dłuższą trasę!
We are down. We wouldn't like to come back. But the next day we had still much power and took even a longer route!
poniedziałek, 4 sierpnia 2014
Pachnieć świeżo / To smell fresh
Mój młodszy brat, absolwent psychodietetyki, udziela
mi często prozdrowotnych rad (szczerze pisząc – poucza mnie i smęci), z których
czasem korzystam. Zakupiłam sobie ałun, taki oto biały kamyczek, o którym wiele
można przeczytać na innych blogach, więc nie będę powielać.
Dla mnie ałun posiada cztery zasadnicze zalety :
- jest naturalnym minerałem, a natura= zdrowie
- nie pachnie, więc nie kłóci mi się z perfumami
- nie brudzi ubrań
- nie szczypie po goleniu pach (smaruję po kilku godzinach)
Niektórzy twierdzą, że zupełnie blokuje produkcję
potu, inni natomiast twierdzą, że pocą się przy jego użyciu, ale bezwonnie. Ja
należę do tej pierwszej grupy, tak przynajmniej mogę stwierdzić po czterech
tygodniach używania ałunu. Z pewnością nie jest to specyfik dla osób pocących się
nadmiernie.
Brat stosuje swój kamyk w walce z trądzikiem i po
upływie kilku miesięcy twierdzi, że efekty są znakomite. Ja również raz
dziennie przecieram kłopotliwe miejsca na twarzy i muszę przyznać, że jest
lepiej. Biorę poprawkę na to, że mogły się do tego przyczynić również brak
stresu i wystarczająca ilość snu w czasie urlopowym, także moja recenzja będzie
pełna i bardziej wiarygodna za jakieś dwa miesiące.
Co mi przeszkadza w ałunie?
- przy upadku może się rozprysnąć na drobne kawałki
- muszę go zmoczyć aby użyć, na szczęście szybko schnie na skórze
Za swój kamyk zapłaciłam 35zł już z przesyłką.
Ostatnio w Rossmanie można było kupić ałun w sztyfcie za jakieś 20zł, natomiast
nie jestem pewna, czy aby w czystej postaci. Poza tym „wymydlony” ałun wypada z
uchwytu, dlatego wolę swój kamyk.
I moje drugie odkrycie prosto z lokalnego
supermarketu, woda perfumowana, która zwróciła moją uwagę oczywiście buteleczką
testera. Za chwilę okazało się, że to zapach w moim guście – świeży i nie za słodki.
Kategoria zapachu: owocowo - kwiatowa
- nuta głowy: jabłko, ogórek, grapefruit
- nuta serca: magnolia, tuberosa, biała konwalia, róża, fiołek
- nuta bazy: drzewo sandałowe, biały amber
Za
cenę 19,90 za 50ml nie spodziewałam się długotrwałych efektów, ale do wieczora zapach
utrzymuje się na ubraniu i to mi wystarcza. Mohito dostępne jest na Allegro.
czwartek, 31 lipca 2014
Balet i pedofilia
Kiedy pierwszy raz zetknęłam się z tym teledyskiem, to nie melodia czy słowa piosenki zwróciły moją uwagę lecz tańcząca w nim dziewczynka. Tyle ekspresji w tej laleczce, więc od razu wyguglałam jej dane - Maddie Ziegler, lat 11. Zdobyła rozgłos dzięki u nas nie znanemu reality show o małych baletnicach. Zaskoczył mnie fakt, że teledysk rozpętał małą burzę, gdyż w opinii niektórych ludzi jest pożywką dla pedofilii ze względu na obcisły strój Maddie i blond perukę.
W stroju nie widzę nic dziwnego, wszak do baletu i mężczyźni zakładają nieprzyzwoicie obcisle stroje. Natomiast peruka ma upodabniać dziewczynkę do wykonawczyni piosenki, bo to jej historię opowiada mała tancerka. Historię powrotu do życia na scenie po czterech latach picia i odwyku.
Teraz już melodia tej piosenki nie wychodzi mi z głowy, również pooglądałam sobie więcej tańca Maddie. Uwielbiam ten wdzięk w ruchach tańczących dziewczynek, choć zdaję sobie sprawę, że ta gracja okupiona jest masą łez, ciężkiej pracy i wyrzeczeń. Maddie uczy się tańca od drugiego roku życia i ze względu na swoją karierę jest nauczana w domu. A tak na zakończenie, ma w sobie sporo polskiej krwi.
Stara i wino / In the vineyard
Dwa lata temu też zrobiłam sobie zdjęcia w tym ogródku, wśród młodziutkich pędów winogron, które z niesamowitą uwagą pielęgnuje mój osiemnastoletni bratanek. Pewnego dnia będziemy pić wino z owoców jego drzew, a tymczasem już dziś raczy nas smacznymi winami własnego wyrobu. Ostatnio wziął się za produkcję piwa, jak dla mnie super, bo pozbawionego smaku goryczki. Takie ma chłopak hobby od kilku lat, poi całą dorosłą część familii, a przy tym sam nie nadużywa tylko smakuje.
Stara jestem ja. I sukienka, co to się babciom podoba. Sandałki też stare.
Two years ago I also had some pictures taken here, in my nephew's little vineyard. Making wine has been his hobby for a few years, although he's just 18 now.He doesn't drink - he tastes, but the whole adult part of our family is very happy to use his delicious products. Some day we'll drink wine made of his own grapes.
Tak było dwa lata temu:
Two years ago:
Stara jestem ja. I sukienka, co to się babciom podoba. Sandałki też stare.
Two years ago I also had some pictures taken here, in my nephew's little vineyard. Making wine has been his hobby for a few years, although he's just 18 now.He doesn't drink - he tastes, but the whole adult part of our family is very happy to use his delicious products. Some day we'll drink wine made of his own grapes.
Tak było dwa lata temu:
Two years ago:
poniedziałek, 28 lipca 2014
Uwięzione w telefonie / Caught in the phone
Rzadko robię zdjęcia telefonem, bo też nie najlepsze wychodzą tym moim kiepskim sprzętem, ale dziś nastąpił boom zdjęciowy z rowerowej wyprawy z synem. Tym razem pojechaliśmy w miasto. Dla ochłody zjedliśmy lody w ulubionej kawiarni.
I rarely use my not-good-enough phone to take pictures, but today I wanted to catch some precious moments spent with my son. We had delicious ice-cream in our favourite cafe.
Być może dlatego ulubiona, że zawsze ma ciekawe dekoracje w oknach:
The favourite one because of the window decorations:
W drodze powrotnej zaskoczyła nas ulewa z piorunami, skryliśmy się w kościelnej furcie:
On the way home we got surprised by a storm so we hid in the church gate.
Zrobiło się chłodno, ubrałam Maćka w swoją bluzę. Z serca ubrałam!
It was getting cold so I gave my sweatshirt to Maciek. That was a real heart gift!
Wróciliśmy polną drogą wzdłuż torów. Długa i błotnista, ale bezpieczna.
We got home safely, taking the path along the railway line.
Znalazłam w telefonie jeszcze kilka ujęć, które miały dla mnie jakąś wartość.
And these are some old photos from the phone, I finally let them out.
Ostatni dzień roku szkolnego, Maciek udaje smutek czekając na szkolny autobus.
The last day of the school year. Maciek is pretending to be sad, waiting at the school bus stop.
Śpi, nie przeciąga się.
She's really sleeping.
I dlatego nie cierpię przymierzać ubrań zimą.
That's way I hate trying on winter clothes.
Bukiecik od syna.
Flowers from my son.
Koniaków jesienią ubiegłego roku.
Last autumn mountain trip.
I rarely use my not-good-enough phone to take pictures, but today I wanted to catch some precious moments spent with my son. We had delicious ice-cream in our favourite cafe.
Być może dlatego ulubiona, że zawsze ma ciekawe dekoracje w oknach:
The favourite one because of the window decorations:
W drodze powrotnej zaskoczyła nas ulewa z piorunami, skryliśmy się w kościelnej furcie:
On the way home we got surprised by a storm so we hid in the church gate.
It was getting cold so I gave my sweatshirt to Maciek. That was a real heart gift!
Wróciliśmy polną drogą wzdłuż torów. Długa i błotnista, ale bezpieczna.
We got home safely, taking the path along the railway line.
Znalazłam w telefonie jeszcze kilka ujęć, które miały dla mnie jakąś wartość.
And these are some old photos from the phone, I finally let them out.
Ostatni dzień roku szkolnego, Maciek udaje smutek czekając na szkolny autobus.
The last day of the school year. Maciek is pretending to be sad, waiting at the school bus stop.
Śpi, nie przeciąga się.
She's really sleeping.
I dlatego nie cierpię przymierzać ubrań zimą.
That's way I hate trying on winter clothes.
Bukiecik od syna.
Flowers from my son.
Koniaków jesienią ubiegłego roku.
Last autumn mountain trip.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





Ulb


