niedziela, 28 sierpnia 2011

Polish flowers for Teresa


Post ten chciałabym dedykować bardzo szczególnej kobiecie, która kilka dni temu obchodziła urodziny.  Spotkałyśmy się zaledwie dwa razy, ale historia jej życia wywarła na mnie duże wrażenie, jak również fakt, że mimo wielu przykrych przeżyć pani Teresa jest pogodną i serdeczną osobą.
Od ostatniego spotkania tego lata już zawsze piosenka Polskie Kwiaty będzie mi się kojarzyć z Nią, a jakież było moje zdziwienie, gdy na materiale tej sukienki odkryłam nie tylko maki, ale też kaczeńce i stokrotki.
Sukienkę zdobyłam za pięć złociszy i miałam nadzieję dać ją przerobić do mojego rozmiaru, ale za tę usługę zawołano mi szesnaście razy tyle, ponieważ wiele byłoby z tym roboty. Wobec tego wymyśliłam, że z tej masy materiału powstanie bluzka. Mam już w głowie jej krój i kiedyś na pewno ją tu zaprezentuję.

I would like to dedicate this post to a very special woman, who celebrated her birthday a few days ago. We’ve met only twice, but her life story made a strong impression on me. In spite of much unpleasant experience Teresa is  still a warm and cheerful person.
Since our last meeting this summer the song Polish Flowers will always remind me of Teresa and so this dress will. There are Polish flowers on it – poppies, cowslips and daisies, just like in the song.
I bought this dress in a second hand and hoped to alter it to my size, but it appeared it would cost too much. So I decided to make a top of the plenty of fabric and I’ll show it some day.




sobota, 27 sierpnia 2011

I can't get enough of ... dots


Upał niemiłosierny i trzy godziny snu nie nastrajały mnie ochoczo do sesji, ale przypomniałam sobie, że przecież o zachodzie słońca i rano człowiek wychodzi najlepiej na zdjęciach, także była szansa, że nie będę przypominać zombie. Kiedy upał troszkę zelżał, poszliśmy z bratem najbliżej gdzie się dało – do ogródka mamy. Sesja była podwójnie owocna, bo najedliśmy się dojrzewających ekologicznych brzoskwiń.
Ze względu na żar lejący się z nieba ostatnio eksploatuję jedyną moją sukienkę na ramiączkach, która ma oczywiście groszki. Gdyby nazwa Dots And Flowers nie była zarezerwowana przez Paulinę, to pewnie tak nazwałabym swój blog ze względu na umiłowanie tych dwóch wzorów.

Srebrny sekretnik jest  prezentem wyłudzonym od męża, a koralikowe bransoletki pamiątką z Holandii. Są na pewno zrobione z kamieni półszlachetnych, ale muszę się domyślać, że to noc Kairu, kwarcyt, jaspis i onyks lub agat, bo na kartonikach do nich przyczepionych nie napisano tego.

Buty są obowiązkowo wygodne i chociaż denerwuje mnie wygląd gumowych wykończeń koturn, są one świetnymi amortyzatorami.

Due to unbearable heat and the fact I'd slept 3h I didn’t feel like taking pictures , but I remembered the golden tip that mornings and sunsets are the best time for photos so I agreed to a small session. We went to the nearest nice place – my mother’s yard. There we could not only snap some pictures but also have a few ripening organic peaches. 
The heat makes me wear that sleeveless dotted dress practically all the time. If I could, I would use name Dots And Flowers for my blog, because I love those patterns, but it’s already reserved by Paulina

The pendant is a gift wheedled from my hubby and the bracelets are mementos from Holland. They’re made of semiprecious stones which names I can only guess, because they weren’t written on the packaging.
The shoes are obligatorily comfortable and  the rubber soles are great shock absorbers although their look  annoys me.
dress - F&F, shoes - no name
pendant - no name, bracelets - mementos

czwartek, 25 sierpnia 2011

Neutral simplicity


Chyba wraz z powrotem mojego fotografa, czyli Little Brother’a, minęła jakaś zła passa, wróciła energia i chęć robienia czegokolwiek. Brat z zapałem pstrykał zdjęcia, dlatego trudno było mi wybrać kilka. Spacerowaliśmy, rozmawialiśmy, i oto efekty. 

With my brother’s return everything’s changed for better, my energy is back. We walked, talked and here are the effects.

Nie zakładam zwykle sukienek o kroju A, uważam że nie mam do takich odpowiedniej figury, ale dla tej zrobiłam wyjątek, może dlatego, że pasowała mi do dodatków. Sznurek z zapięciem przywiozłam sobie właśnie z Pienin i dopasowałam do kwiatu z jaspisu, który z kolei kupiłam w Tatrach kilka lat temu.

I don’t usually  put on A-shaped dresses, I think they aren’t for my figure, but this one matches my accessories. ‘The rope’ is a memento from the Pieniny Mountains, and the jasper flower was bought a few years ago in the Tatra Mountains.



dress - Carry
watch - Timex, bracelet with volcanic rock - Allegro
 rope, jasper flower - from stalls




shoes - Acord
 
I jeszcze zdjęcie blezera, który zebrał już kilka komplementów i jest widoczny na zdjęciach z Pienin, ale słabo.

And one more photo, of the blazer which I took on my mountain trip. A few people told me it’s interesting.
B. Young
Ah, no I jedliśmy dziś pyszności z okazji 11 urodzin bratanicy.

Ah, and we had something delicious at my niece’s birthday party.

The Pieniny expediton - Day 4th

Ostatnio “dopadł mnie niechcemiś i trzyma” (jak pisze Freta), a oprócz tego wszystkie siły natury sprzysięgły się przeciwko mnie i spotyka mnie wiele przykrych rzeczy. Np. miałam nadzieję wtrącić nieco typowo szafiarskich postów pomiędzy moje relacje z kolejnych dni Pieninowania, ale obydwa aparaty szlak trafił! To znaczy nie mogę z nich zgrać zdjęć i czekam na jakąś życzliwą duszyczkę co by mi dopomogła (bo pan w sklepie z komputerami zna się na tym jak wilk na gwiazdach). 
Dlatego oto tu dzień czwarty czyli najważniejszy i pełen początkowych obaw, że mój synek nie da rady wejść na Trzy Korony. Albo da radę wejść a znieść go trzeba będzie. Cud jednak nastąpił i wszyscy dotarliśmy na szczyt, a nawet wróciliśmy nieco trudniejszym szlakiem do Krościenka.
Maciek parł do przodu dzięki temu, co i mnie zachęcało do wspinaczki jako pięciolatkę, czyli strumykom, „wodospadom” i wszelkiej spływającej wodzie.

I’ve been lazy and unlucky those days. My two cameras are broken and I cannot show any photos than these from our stay in the mountains.
The fourth day was the most important one, but full of fear that Maciek wouldn’t manage to climb up Trzy Korony. He did great although we chose a longer and more difficult way down. Thanks to all kinds of streams Maciek kept going forward, just like me when I was of his age. 


Za połową trasy na górę, czyli na Przełęczy Szopka, nadal byliśmy uśmiechnięci i niezbyt zdyszani.
Still smiling and full of energy, somewhere  in the middle of the climbing.
shirt - Clockhouse, jeans - Faded Glory , top - Mustang
Jakiś kawałek dalej już nieco wymęczeni (zdjęcie robił Maciek).
Some more steps further we were a little bit tired (photo by Maciek). 

 Hurra, jak szybko doszliśmy!
Hurray, we did it!
 
Ale w kolejce na platformę widokową przyszło nam czekać pół godziny. Po drodze ubieraliśmy rzeczy przyniesione w plecaku, bo na górze porządnie wieje!
But we had to wait for half an hour in the queue to the vantage point. On the way we put on some more clothes because it’s so windy up there!



Schodzenie już nie było taką frajda.
Going down wasn’t so fun!

Maciek miał chwile załamania...
Maciek had some breakdowns…

…i nie interesowało go malownicze Krościenko w dole.
… and he wasn’t interested in taking pictures with the great views in the background.