Chwaliłam się kiedyś, że poniosło mnie do przybytku zwanego chińskim marketem i nie chcąc wychodzić z pustymi rękami (skoro już się tyle nawdychałam plastikowego smrodku), wzięłam dwie opaski. Tłumaczyłam sobie, że to dla siostrzenic, że ja w tym wieku to już tylko takie ciepłe na uszy, no ale w zaciszu domowym mogę ponosić, prawda? Zwłaszcza, że obydwie są stonowane, a ta tutaj zlewa mi się z włosami i prawie nie widać, że mam kwiatka.
Wieści z domowego frontu - jak widać mamy panele, czyli już wszystkie podłogi. Z wyjątkiem kuchni, gdzie ekipa zakłada po kilka płytek dziennie, grrr. To chyba z zemsty za to, że nie dałam im zarobić więcej i do paneli ściągnęłam ekipę z odległości 130km. Opłacało się, bo za dojazd, materiał i usługę zapłaciłam tyle, co w naszym miasteczku za same panele, więc chyba moja ekipa nie spodziewała się, że przepuszczę okazję oszczędzenia na ich robocie.
Maciek zaczął "urządzać" swój pokój.
wtorek, 5 marca 2013
niedziela, 3 marca 2013
Walczę z fobią
Nigdy nie znosiłam różu, bo kojarzył mi się z cukierkowym odcieniem, w jaki mamusie zazwyczaj ubierają swoje bobasy, a potem małe dziewczynki. I najlepiej, żeby od stop do głów było różowo. Z czasem zaczęłam dostrzegać inne możliwości, wpadł mi do szafy jakiś fuksjowy sweter, pomalowałam część kuchni na malinowo. I przyszła pora na różową bluzkę, najbardziej różowo-różową jaką posiadam. Szkoda tylko, że tak łatwo się elektryzuje.
wtorek, 26 lutego 2013
Pudry transparentne i tusze do rzęs
Żadna ze mnie koneserka kosmetyków, ale jakiś podstawowe
trzeba posiadać. Idzie wiosna (idzie, idzie!), w związku z czym zarzucam fluid
na rzecz transparentnych pudrów i tylko się dziwię, że dziewczyny z cerą o
niebo lepszą od mojej nie robią tego samego.
Ostatnimi czasy wypróbowałam poniższe pudry, dwa sypkie i
Stay Matte w kamieniu. Podzielę się więc krótko spostrzeżeniami.
Max Factor to totalna pomyłka, z nazwy transparentny,
a w rzeczywistości barwi mnie na pomarańczowo, jak gdybym z solarium świeżo
wyszła. Cenowo leży na półce ze Stay Matte, ale daleko mu do niego. Tego drugiego
używam od niedawna, stąd dotychczasowe jedyne spostrzeżenie to takie, że zaraz
po użyciu podkreśla skórki ( jest bardzo suchy), więc trzeba sobie je, hehe,
zeskrobać przed wyjściem do ludzi. Póki co, matuje dobrze, ale podejrzewam, że
przestanie po dłuższym używaniu (cera się przyzwyczai), bo tak stało się w
przypadku Lumene, dosyć drogawego. Za to twarz zaraz po użyciu aksamitna, nic
nie można było mu zarzucić. Sumując za i przeciw, z całej trójki wybrałabym
obecnie Stay Matte, ze względu na cenę i efektywność.
Co do tuszy, obecnie na tapecie Max Factor 2000 Calorie oraz
Maybeline Falsies Feather Look.
Ten pierwszy polecała jakaś blogerka i muszę
przyznać, że moje rzęsuchny stały się rzeczywiście widoczne dzięki niemu, chociaż
jednocześnie trochę za sztywne. Denerwuje mnie, zwłaszcza jako nosicielkę
kontaktów, jeszcze jeden fakt – tusz kruszy się po jakichś 8 godzinach. Przeczytałam w
mało ambitnym babskim czytadle, że Feather Look nie osypuje się, a rzęsy po nim
są miękkie, jako to pierze. Fakt, miękkie, ale gorzej podkreśla włoski niż 2000
Calorie, a poza tym nabrałam podejrzeń, że od niego zaczęło mi wypadać więcej
kłaczków niż zwykle. Także na co dzień Calorie, sporadycznie Falsies, który
przegrał w tym pojedynku.
czwartek, 21 lutego 2013
Bez czapy
Futrzana czapa i duży pierścień w odcieniu złota pasowałyby mi tutaj jak ulał, ale nie mam, więc to uboga wersja carska. I jeszcze bluzkę chętnie zamienię na zieloną, ale też nie posiadam. Za to pochwalę się zdobyczami z odzysku, które nabyłam w ramach jakby window shopping. Biegnę sobie przez miasto, załatwiając w pośpiechu ważne sprawy, coś miga na wystawie, wchodzę do sklepu, szybka decyzja zakupu i lecę dalej.
Brazylijskie skórzane leciutkie sandały w kolorze koral, funkiel nówki nieśmigane.
Mała babciowata torebka i chociaż małych z reguły nie noszę, to mrugała do mnie usilnie zapraszając do jej zakupu.
A te cudeńka poniżej to prezent od męża, powiedzmy że Walentynkowy.
środa, 20 lutego 2013
Umowa
Mamy ferie i chociaż śniegu jak na lekarstwo, zawsze pozostaje lodowisko. Problem w tym, jak namówić niecierpliwego siedmiolatka do nauki jazdy na łyżwach. Ba, jak namówić go do nauki czegokolwiek! Wstyd przyznać, ale nawet na rowerze nie potrafi jeździć, drugi już z kolei pojazd zarasta kurzem. Nowe łyżwy od taty to też żadna motywacja.
Miłością Maćka jest konstruowanie wszystkiego z wszystkiego, a zwłaszcza z klocków lego, nad którymi usiłuję zapanować tak, aby zestawy nie mieszały się. Od dawna już mały marzył o pociągu z lego, a ostatnimi czasy namiętnie ogląda ten filmik:
Do tej pory zabawka była poza jego zasięgiem finansowym, a właściwie poza zasięgiem mojego rozsądku, ale oświeciła mnie pewna myśl. Maciek dostał warunek - nauczy się do dnia swoich urodzin (kwiecień) jeździć na łyżwach i rowerze, a będzie mógł oszczędności ze skarbonki (z małą dopłatą od rodziców) przeznaczyć na wymarzone klocki.
Jak do tej pory, Maciek dotrzymuje umowy.
Pierwsza lekcja łyżew:
Trzecia lekcja łyżew:
Miłością Maćka jest konstruowanie wszystkiego z wszystkiego, a zwłaszcza z klocków lego, nad którymi usiłuję zapanować tak, aby zestawy nie mieszały się. Od dawna już mały marzył o pociągu z lego, a ostatnimi czasy namiętnie ogląda ten filmik:
Do tej pory zabawka była poza jego zasięgiem finansowym, a właściwie poza zasięgiem mojego rozsądku, ale oświeciła mnie pewna myśl. Maciek dostał warunek - nauczy się do dnia swoich urodzin (kwiecień) jeździć na łyżwach i rowerze, a będzie mógł oszczędności ze skarbonki (z małą dopłatą od rodziców) przeznaczyć na wymarzone klocki.
Jak do tej pory, Maciek dotrzymuje umowy.
Pierwsza lekcja łyżew:
Trzecia lekcja łyżew:
piątek, 15 lutego 2013
Życie nabrało barw
Dziś skończyło się malowanie ścian w naszym przyszłym domu i muszę przyznać, że wyszło... kolorowiasto. Co prawda tak mi się podoba, poza tym wszystko będzie wyglądać inaczej zgrane z meblami, ale zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy muszą lubić taką feerię barw. Trudno, nie będzie nas nikt dzięki temu odwiedzał ;-)
Dobierając kolory (tak, to wyłącznie moja sprawka) trzymałam się swoich wizji, w których dominowały po trzy przewodnie barwy w każdym pomieszczeniu.
W sypialni bielą będą ściany, czerń to meble (na przykład ikeowskie łoże, kiedyś prezentowane), ale tych zmieścimy niewiele. Fioletem zagram na dodatkach, póki co mam lampkę i pościel, planuję dywanik. Małe urozmaicenie wprowadzi biało- beżowa tapeta z delikatnym brokatem, którą spróbujemy sami położyć, trzymajcie kciuki.
Kolor do swojego pokoju Maciek wybrał sam, nie zależało mi na jakimś konkretnym. Kilka dni temu dostał w końcu biało-zielone biurko, bo od września odrabiał lekcje zgarbiony przy ławie. W podobnych kolorach ma też wykładzinę, ale ogólnie w jego pokoju dobór przewodnich barw to czysty przypadek.
Znaleźć dodatki bordo do łazienki to nie taka prosta sprawa, stąd dopuszczam odcienie wpadające w czerwień. Mamy już całe umeblowanie łazienki, oczywiście białe, leży gotowe do skręcenia.
Ceglaną ścianę w salonie już widzieliście, a to zielona reszta, na tle której staną na pewno białe meble, również leżące na razie w pudłach. I taka będzie część wypoczynkowa, natomiast nad wyposażeniem jadalnej zastanawiam się bezustannie, bo za dużo bieli może nam się odbić czkawką.
Na malinę zachorowałam rok temu, widząc u Izoldy fronty kuchennych mebli w zbliżonym kolorze, ale Dziurka słusznie wybiła mi z głowy ideę odjazdowych szafek i poradziła zagrać maliną w dodatkach. Ścianę mogę zawsze przemalować, a na meble muszę patrzeć latami, bez względu na to, czy nadal będę lubić ten kolor. Bez obawy, malinowe mam tylko fragmenty kuchni.
Najtrudniej uchwycić kolor wiatrołapu, przedpokoju i klatki schodowej, bo tu trochę ciemno. Sugerowałam się farbą o nazwie Szafirowy Zakątek, a czy wyszedł szafir, oceńcie sami. Miało nie gryźć się z cegłą, ale też z nią nie zlewać i nie mogła to być biel ze względów praktycznych - tu ściany łatwo ulegają zabrudzeniu.
Na koniec zdjęcie bonusowe, które odzwierciedla moje samopoczucie po wielu miesiącach walki z wyborem wyposażenia domu. Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie ograniczenia finansowe, które zmuszają do ciągłych poszukiwań i sprawiają, że człowiekowi odechciewa się tej przyjemności zmieniającej się w mękę. Jestem u końca tych wyborów i bardzo mnie to cieszy. Jakikolwiek będzie efekt końcowy, muszę zawsze mieć na uwadze fakt, że nie wygrałam w toto lotka i nie może być lepiej.
Dobierając kolory (tak, to wyłącznie moja sprawka) trzymałam się swoich wizji, w których dominowały po trzy przewodnie barwy w każdym pomieszczeniu.
W sypialni bielą będą ściany, czerń to meble (na przykład ikeowskie łoże, kiedyś prezentowane), ale tych zmieścimy niewiele. Fioletem zagram na dodatkach, póki co mam lampkę i pościel, planuję dywanik. Małe urozmaicenie wprowadzi biało- beżowa tapeta z delikatnym brokatem, którą spróbujemy sami położyć, trzymajcie kciuki.
![]() | |
| Dekoral - Niezapominajka |
![]() | |
| Ceramika Color - Dalia |
![]() |
| Dekoral - Zieleń opuncji |
![]() |
| Dulux - Malinowa Granada |
![]() |
| Tikkurila z mieszalnika - K432 |
Na koniec zdjęcie bonusowe, które odzwierciedla moje samopoczucie po wielu miesiącach walki z wyborem wyposażenia domu. Wszystko byłoby wspaniałe, gdyby nie ograniczenia finansowe, które zmuszają do ciągłych poszukiwań i sprawiają, że człowiekowi odechciewa się tej przyjemności zmieniającej się w mękę. Jestem u końca tych wyborów i bardzo mnie to cieszy. Jakikolwiek będzie efekt końcowy, muszę zawsze mieć na uwadze fakt, że nie wygrałam w toto lotka i nie może być lepiej.
środa, 6 lutego 2013
Latające wiewiórki
Przed snem ostatnio na tapecie "Zwierzęta świata". W trakcie czytania:
- Mamo, a wiesz, że są takie wiewiórki, które skaczą z drzewa i rozkładają się jak szmata?
- ??? :-D :-D :-D
Żeby nie było - Maciek jest chwalony w szkole za piękne opowiadanie!
- Mamo, a wiesz, że są takie wiewiórki, które skaczą z drzewa i rozkładają się jak szmata?
- ??? :-D :-D :-D
Żeby nie było - Maciek jest chwalony w szkole za piękne opowiadanie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






