środa, 10 lipca 2013

Nie lubię kapeluszy...

... i dlatego do tej pory nie nosiłam. Zaczęłam z rozsądku, dla ochrony twarzy i włosów przed palącym słońcem. Dorwałam jakiś kapelutek w Tesco i miałam wymienić jego ozdobę, ale okazała się przyklejona! No naprawdę, zbyt wiele zachodu kosztowałoby przyszycie jej...



bluzka - Biedronka
 Pierwszy raz mam zielone pazury, i tylko dlatego, że chrześnica kupiła sobie lakier Vipera. Według mnie koszmarny w rozprowadzaniu, dlatego zastanawiam się, czy one tak mają, czy trafiła nam się przestarzała sztuka.



Duśka wszędzie za nami chodzi, ale poza ogrodzeniem czuje się mocno zdezorientowana, dlatego woli przesiadywać w domu. Kiedy tylko znikamy z zasięgu jej oczu lub uszu, "płacze" wniebogłosy. Nawet gdy myję naczynia, zasypia na ścierce do podłogi chcąc być blisko mnie. Czasem "odwiedza" ją Tofik, który już teraz chętnie uderzyłby do niej w konkury.

Koci Romeo i Julia na ...tarasie
A podświadomą inspiracją do tego postu był prawdopodobnie obrazek z mojego kalendarza, na który bardzo lubię patrzeć, więc żal mi wyrwać i wyrzucić tę kartkę.


poniedziałek, 8 lipca 2013

Co Tygryski lubią najbardziej

Obecnie bardzo lubimy się bujać w brazylijskim fotelu, dlatego moja poranna sesja w sukienko-piżamce nie trwała długo, bo zaraz znaleźli się inni chętni do pohuśtania:

  Takie leniwe tarasowe poranki z kawką - to jest następna rzecz, którą uwielbiamy. Natomiast od wczoraj pałamy wprost miłością do spływów kajakowych. Nie żadnych ekstremalnych w doznania, ale takich rodzinnych, sielankowych, po spokojnej Warcie.
Chociaż tę atrakcję mamy na wyciągnięcie ręki, bo zaledwie kilkanaście kilometrów dzieli nas od wypożyczalni sprzętu, to pierwszy raz spróbowaliśmy takiego wypoczynku i bawiliśmy się świetnie bite trzy godziny.
Ja zrelaksowałam się totalnie - nie tknęłam nawet wiosła!


Mała reklama ciasteczek, które ostatnio pożeram w sporych ilościach:
A tu pożeram stopy syna i inne wygłupy na wodzie:


 Moczymy nóżki - mmm, co za przyjemność:

Obserwujemy przyrodę, której nadmiar w postaci ważek (i tylko ważek!):
W przerwie na siusiu poprosiliśmy o rodzinną sesję, bo tak mało mamy wspólnych zdjęć, ale Maćka trudno zmusić do grzecznego pozowania, więc i nam udzieliła się głupawka:

Niestety, najciekawszych momentów końcowego etapu podróży nie udało mi się uwiecznić - bateria padła. A szkoda, bo mój mąż wpadł do wody, Maciek umoczył tyłek, a ja nazbierałam mnóstwo małż, ale nikt nie chciał ich jeść ;-)
 

niedziela, 7 lipca 2013

Na Zośkę

Właściwie zakup tej sukienki do spania (jakżeby inaczej to nazwać?) był totalnie nieplanowany i zaskakujący. Nieplanowany - bo miał być strój kąpielowy, a zaskakujący - bo taką piżamkę wybrał mi mąż! Brat skwitował - będziesz wyglądać jak Zosia z Pana Tadeusza. Niestety, nie będę, bo wiek, uroda i włos nie ten, ale kto mi zabroni pomarzyć?






Koszulka -  TK Maxx

piątek, 5 lipca 2013

I festyn rodzinny

Jak już zauważyliście, mam w rodzinie sporo dzieciaków, a te płci żeńskiej są wyjątkowo ruchliwe i pomysłowe. W minioną niedzielę trzy kuzynki Maćka (te, z którymi pławił się w basenie) zorganizowały dla pozostałych członków rodziny festyn. Potrzebowały trochę pomocy starszych, ale ogólnie wszystkim zajęły się same, także byliśmy pod wrażeniem ich zaradności.
 Najpierw przyjemności dla ciała:


Kto sobie życzył, mógł się nieco rozruszać- przyozdobić ciało lub zdobyć jabłko na dobre trawienie:


 Następnie ukulturalnialiśmy się:


Ktoś zapomniał tekstu...           
Doda jak żywa!
Skecz kabaretu Smile
Wybory miss podwórka
 Po tych wszystkich występach (a było ich jeszcze sporo), gdy znów zgłodnieliśmy, a przede wszystkim zmarzliśmy, bo pogoda podła, czekało na nas ognisko.




Muszę się jeszcze pochwalić, że wygrałam plastelinowy puchar w konkursie plastycznym, choć niektórzy uparcie twierdzili, że mój pies łudząco przypomina mysz i powinnam być zdyskwalifikowana...



środa, 3 lipca 2013

Codzienniak

Dziewczyny (i mężu z Zapisków Roztrzepanych), bardzo Wam dziękuję za opinie i rady dotyczące moich, ekhm, włosów (bardziej znanych jako piórka, siano czy też puch). Policzyłam te zdecydowane głosy i znacznie przeważyły szalę zwycięstwa na stronę krótkiej fryzury. Mimo wszystko pozwolę im urosnąć, ale bez obawy, żadna ze mnie Roszpunka nie będzie, bo jeśli dotrę do mini kitki jak u Szpiega, to pewnie wsio.
Od dziś mogę się prezentować dziadowsko, ze względu na nieukładające się już włosy, jak i czas urlopowy, bo wtedy człowiek wciąga na grzbiet rzeczy co najmniej nieeleganckie. Sukienka zwykła bawełniana z kieszonką na piersi plus żywsze dodatki. Plus kot, z którego dumni jesteśmy jak z niemowlęcia. 





niedziela, 30 czerwca 2013

Powiększamy rodzinę

Już wspominałam, że dom bez kota nie jest dla mnie pełnowartościowym domem i pewnego dnia będziemy mieć własnego mruczka. I oto jest Dusia - grzeczna, delikatna koteczka. Mam nadzieję, że taka pozostanie i nie zamieni się w diabła tasmańskiego jakim był za młodu Szajbus vel Tofik. Miałam dość czarno-białych i czarnych kotów jakie przewijały się przez mój dom rodzinny, stąd nasz miał być rudy, ale wyszło inaczej...
Imię wymyślił Maciek i jakkolwiek mnie osobiście kojarzy się z Musierowicz, to jest to totalna zmyłka, bo nazwał swojego kotka na cześć postaci z gry komputerowej Mainecraft. Futrzak miał być jego i z nim spać, tak też się zadziało, oczywiście reszta obowiązków należy do mnie. Dusia jest jednak wyjątkowo inteligentnym kotem i od razu trafiła do kuwety. Łazi za nami krok w krok (właściwie za Maćkiem, bo ja za szybko się przemieszczam) i płacze, gdy zostawiamy ją samą. Ot, takie nasze dziecko.