czwartek, 12 kwietnia 2012

Czekając na hydraulika... / Waiting for the plumber...



Nudzę się czekając na pana hydraulika, który myśli, że mi obojętne, czy przyjdzie dziś, w sobotę, a może za tydzień. Przecież zawsze mogę prać i myć się w blaszanej balii, prawda? A do pracy też nie muszę chodzić, najważniejsze jest, aby się doczekać tego pana.
Tak się nudząc, uderzam znów w nutę sentymentalną, tym razem o gadżetach. Pozdrawiam wszystkie gadżeciary, z Aśką na czele! Właśnie nadszedł czas wiosennych i przedwyprowadzkowych porządków, więc część bibelotów wyląduje na śmietniku, ale są takie, z którymi wiążą się wspomnienia, sentymenty i jednak ich przybywa, więc mi sterylnie czyste wnętrze bez zakurzonych pierdółek absolutnie nie grozi. Dopiero co dostałam (no, może trochę wyłudziłam) figurkę ptaszka z mosiądzu, małego jak czubek kciuka. Pilnuje rozmaitych kluczy na wieszaku, który jest właściwie elementem kuchennego zestawu, a u nas wisi w przedpokoju razem z ulubionym zdjęciem męża. To akurat jeden ze znośniejszych fragmentów wynajmowanego mieszkania, którego nie urządzimy według naszych gustów z wiadomych powodów.

I'm forced to stay at home and wait for the plumber, who was supposed to be here an hour ago. While waiting, I want to tell you I'm into collecting some gadgets, which I keep replacing with new arrivals, but there are some mementos I wouldn't get rid of. For example this brass birdy which I was given a few days ago. It watches the home keys in the hall.




Z całkiem innej beczki – mam już w domu sześciolatka.
 And some other thing - my boy is already six!


niedziela, 8 kwietnia 2012

Drugi raz na kolorowo / My second time in colours

Tak, wiem, ciągle te stonowane barwy w moim ubiorze i tylko jedno wakacyjne szaleństwo. Tak lubię po prostu, ale bywam ubrana na kolorowo, oto dowód. Dla równowagi czarny dół, szara ściana i ponura pogoda za oknem.

Sometimes I put on something colourful, but I usually like my clothes calm. This time some colours to fight the horrible grey weather.

 

sobota, 7 kwietnia 2012

Faberge dla ubogich czyli mamy Wielkanoc / Easter time

Dobra wieść - bransoletkę zdołałam znaleźć przed zmrokiem, zła wieść - rura zupełnie klękła i przy myciu naczyń zalałam sąsiadów. Nic to, życie toczy się dalej i jajka trzeba poświęcić.
Co roku zabieramy swój koszyk na kameralną imprezę na wsi, czyli święcenie przy krzyżu na rozstaju dróg. Ma to swój urok, w przeciwieństwie do mechanicznego machania kropidłem co godzinę w kościele w mieście. Na wsi u mamy odbywa się to tylko raz, trzeba zatem nieco się wysilić żeby zdążyć. Miałam ze sobą aparat, ale nie w głowie było mi robienie zdjęć, bo wciskałam zziębnięte dłonie głęboko w kieszenie.
Po rozgrzewającej herbatce u mamy dokańczałam swoje dzieło, czyli tworzyłam oprawę dla jajka Faberge w wersji dla ubogich, które to wykleiłam wczoraj wieczorem w ramach odstresowania się, a nic mnie tak nie uspokaja jak żmudna robota manualna.

Maciek podrzucił mi asystenta - ma na imię Pepe i jest podobno najinteligentniejszy spośród dwadzieściorga pięciorga rodzeństwa, a poza tym wyróżnia się też umaszczeniem.
Próbowałam zrobić pocztówkową sesję Gabi z pięknym jajem strusim, które posiadam od kilku lat i niezmiennie się nim zachwycam. Takie wydrapywane nożykiem do papieru cuda tworzy moja koleżanka Ania. A sesja Gabi okazała się prawie klapą:
"Co ty sobie myślisz? Bez nagrody nie pozuję"
"Noo, teraz to ja rozumiem"
"Ta wiklina też całkiem smaczna"
"Proszę, cyknij sobie zdjęcie"
"Dobra, starczy, już mnie nie denerwuj"
WESOŁYCH ŚWIĄT!                                          HAPPY EASTER!

piątek, 6 kwietnia 2012

Powrót lat 70 / Back to the 70s


Dzisiejszy dzień rozpoczął się niespodzianką - zawartością starych żeliwnych rur w wannie, więc przeczuwałam, że później nie będzie lepiej i miałam rację. Zgubiłam w lesie bransoletkę nabytą 2 dni wcześniej, a odległość 120km pokonywaliśmy przez 3h w przedświątecznych korkach. Wieczorem pan ze spółdzielni oznajmił, że awarię trzeba naprawić na własny koszt.  Gdy dołożyć do tego 3 stopnie ciepła, można spokojnie użyć określenia – katastrofalny dzień.

Kupienie jesionki na wiosnę i zakładanie opaski na biedne uszy i czoło wcale nie są przesadą! Co prawda moje nakrycia głowy wywołują umiarkowanie pozytywne reakcje, ale gwiżdżę na to, bo już nieźle zaprawiłam zatoki i nie mam zamiaru być chora na święta. 

The first thing we saw in the morning was dirty water from the sewage system in our bath. I thought later it wouldn’t be better and I was right. I lost my new bracelet and we got stuck in the traffic jam. Moreover, it was 3 degrees outside and I was freezing. I’ve bought a warmer coat recently and I keep wearing my headbands, although people look strangely at me and I don’t think they like it. I don’t care about it as I’ve caught a little cold and I don’t feel like being ill for Easter.




sobota, 31 marca 2012

Skrawki zimnej soboty / Bits and pieces of the cold Saturday

Mizialiśmy kota babci...
... a kot i tak wybrał psa.
Raczyliśmy się domowym ciastem i herbatą podczas gdy...
... na zewnątrz szalał grad, a temperatura w jednym momencie spadła z 7 do 0.
Farbowałam kurtkę, a dzieciaki podrzuciły mi eksperymentalnie jajka...
... które zostawimy sobie na Wielkanoc ;-)
Próbowaliśmy wody brzozowej (ponoć zdrowej) o smaku sopla z dachu.
1. Stroking my mum's cat...
2. ... who prefers the dog.
3. Having homemade cake and hot tea...
4. ... while the temperature outside is falling to 0.
5. Dying my jacket togheter with eggs...
6. ... just perfect for Easter ;-)
7. Trying birch juice (healthy!) tasting like an icicle taken from a roof.

czwartek, 29 marca 2012

Mój bohater / My hero


Jeszcze w zeszłym roku numerem popisowym mojej latorośli był płacz albo przynajmniej wyraz rozpaczy podczas każdej akademii przedszkolnej. Jednak w roku pańskim 2012 moje dziecko uległo jakiejś potężnej metamorfozie i nie dość, że tańczy i śpiewa, to jeszcze deklamuje wierszyki. Na razie czterolinijkowe, ale ja i tak jestem zachwycona. Do czasu, bo po występie Maciek pyta „Ale ładnie wystąpiłem, prawda?” a zaraz potem, nie czekając na moje zapewnienia „ To co mi za to kupisz?”. I zaczyna się dyskusja i negocjacje, a moje zadowolenie ulatuje w przestworza…

My son used to cry and moan during every kindergarten performance. Until this year. Something’s changed and my little darling sings, dances and even recites, what makes me really happy. But after each show he asks : ‘What will you buy me now?’.  Then negotiations begin and I’m not so cheerful anymore...