Czuję się ostatnio trochę uwikłana w labirynt przykrych spraw, stąd moja mała aktywność na blogu swoim i Waszych. Dopadła mnie też demencja twórcza i jakkolwiek kiełkują w głowie pomysły na zdjęcia i tematy, tak nie tykam aparatu i klawiatury. Zdaje się, że co roku o tej porze zapadam na mini depresję, więc powinnam się przyzwyczaić, ale tym razem jest ona wyjątkowo dokuczliwa.
W związku z tym wrzucam odgrzewany kotlet czyli kilka zdjęć z Błędnych Skał, które to zwiedziliśmy pierwszy raz z mężem jakieś 10 lat temu, a teraz (w październiku) zabraliśmy tam Maćka. I kuzynkę. Mieliśmy wszyscy wielką frajdę klucząc wśród skał i przepychając się między głazami.
As I'm currently stuck in the labyrinth of unpleasant matters, I don't feel like taking pictures, I'm not touching the camera at all. Every year at this time I have a little depression and I hope it will pass soon.
The below pictures were taken in October when we showed our son an interesting place called Errant (or Warren) Rocks.
Najbardziej charakterystyczna skała labiryntu - Kurza Stopka.