niedziela, 8 kwietnia 2012

Drugi raz na kolorowo / My second time in colours

Tak, wiem, ciągle te stonowane barwy w moim ubiorze i tylko jedno wakacyjne szaleństwo. Tak lubię po prostu, ale bywam ubrana na kolorowo, oto dowód. Dla równowagi czarny dół, szara ściana i ponura pogoda za oknem.

Sometimes I put on something colourful, but I usually like my clothes calm. This time some colours to fight the horrible grey weather.

 

sobota, 7 kwietnia 2012

Faberge dla ubogich czyli mamy Wielkanoc / Easter time

Dobra wieść - bransoletkę zdołałam znaleźć przed zmrokiem, zła wieść - rura zupełnie klękła i przy myciu naczyń zalałam sąsiadów. Nic to, życie toczy się dalej i jajka trzeba poświęcić.
Co roku zabieramy swój koszyk na kameralną imprezę na wsi, czyli święcenie przy krzyżu na rozstaju dróg. Ma to swój urok, w przeciwieństwie do mechanicznego machania kropidłem co godzinę w kościele w mieście. Na wsi u mamy odbywa się to tylko raz, trzeba zatem nieco się wysilić żeby zdążyć. Miałam ze sobą aparat, ale nie w głowie było mi robienie zdjęć, bo wciskałam zziębnięte dłonie głęboko w kieszenie.
Po rozgrzewającej herbatce u mamy dokańczałam swoje dzieło, czyli tworzyłam oprawę dla jajka Faberge w wersji dla ubogich, które to wykleiłam wczoraj wieczorem w ramach odstresowania się, a nic mnie tak nie uspokaja jak żmudna robota manualna.

Maciek podrzucił mi asystenta - ma na imię Pepe i jest podobno najinteligentniejszy spośród dwadzieściorga pięciorga rodzeństwa, a poza tym wyróżnia się też umaszczeniem.
Próbowałam zrobić pocztówkową sesję Gabi z pięknym jajem strusim, które posiadam od kilku lat i niezmiennie się nim zachwycam. Takie wydrapywane nożykiem do papieru cuda tworzy moja koleżanka Ania. A sesja Gabi okazała się prawie klapą:
"Co ty sobie myślisz? Bez nagrody nie pozuję"
"Noo, teraz to ja rozumiem"
"Ta wiklina też całkiem smaczna"
"Proszę, cyknij sobie zdjęcie"
"Dobra, starczy, już mnie nie denerwuj"
WESOŁYCH ŚWIĄT!                                          HAPPY EASTER!

piątek, 6 kwietnia 2012

Powrót lat 70 / Back to the 70s


Dzisiejszy dzień rozpoczął się niespodzianką - zawartością starych żeliwnych rur w wannie, więc przeczuwałam, że później nie będzie lepiej i miałam rację. Zgubiłam w lesie bransoletkę nabytą 2 dni wcześniej, a odległość 120km pokonywaliśmy przez 3h w przedświątecznych korkach. Wieczorem pan ze spółdzielni oznajmił, że awarię trzeba naprawić na własny koszt.  Gdy dołożyć do tego 3 stopnie ciepła, można spokojnie użyć określenia – katastrofalny dzień.

Kupienie jesionki na wiosnę i zakładanie opaski na biedne uszy i czoło wcale nie są przesadą! Co prawda moje nakrycia głowy wywołują umiarkowanie pozytywne reakcje, ale gwiżdżę na to, bo już nieźle zaprawiłam zatoki i nie mam zamiaru być chora na święta. 

The first thing we saw in the morning was dirty water from the sewage system in our bath. I thought later it wouldn’t be better and I was right. I lost my new bracelet and we got stuck in the traffic jam. Moreover, it was 3 degrees outside and I was freezing. I’ve bought a warmer coat recently and I keep wearing my headbands, although people look strangely at me and I don’t think they like it. I don’t care about it as I’ve caught a little cold and I don’t feel like being ill for Easter.




sobota, 31 marca 2012

Skrawki zimnej soboty / Bits and pieces of the cold Saturday

Mizialiśmy kota babci...
... a kot i tak wybrał psa.
Raczyliśmy się domowym ciastem i herbatą podczas gdy...
... na zewnątrz szalał grad, a temperatura w jednym momencie spadła z 7 do 0.
Farbowałam kurtkę, a dzieciaki podrzuciły mi eksperymentalnie jajka...
... które zostawimy sobie na Wielkanoc ;-)
Próbowaliśmy wody brzozowej (ponoć zdrowej) o smaku sopla z dachu.
1. Stroking my mum's cat...
2. ... who prefers the dog.
3. Having homemade cake and hot tea...
4. ... while the temperature outside is falling to 0.
5. Dying my jacket togheter with eggs...
6. ... just perfect for Easter ;-)
7. Trying birch juice (healthy!) tasting like an icicle taken from a roof.

czwartek, 29 marca 2012

Mój bohater / My hero


Jeszcze w zeszłym roku numerem popisowym mojej latorośli był płacz albo przynajmniej wyraz rozpaczy podczas każdej akademii przedszkolnej. Jednak w roku pańskim 2012 moje dziecko uległo jakiejś potężnej metamorfozie i nie dość, że tańczy i śpiewa, to jeszcze deklamuje wierszyki. Na razie czterolinijkowe, ale ja i tak jestem zachwycona. Do czasu, bo po występie Maciek pyta „Ale ładnie wystąpiłem, prawda?” a zaraz potem, nie czekając na moje zapewnienia „ To co mi za to kupisz?”. I zaczyna się dyskusja i negocjacje, a moje zadowolenie ulatuje w przestworza…

My son used to cry and moan during every kindergarten performance. Until this year. Something’s changed and my little darling sings, dances and even recites, what makes me really happy. But after each show he asks : ‘What will you buy me now?’.  Then negotiations begin and I’m not so cheerful anymore...



 

sobota, 24 marca 2012

Miałam sobie spodnie... / Once I had pants...


Spodnie z wysokim stanem dla mnie to trudna rzecz do znalezienia, ze względu na sporą różnicę pomiędzy talią i biodrami. Dlatego kiedy kilka dni temu wypatrzyłam takie sobie retro gatki, byłam naprawdę bliska uwierzenia, że los mi sprzyja. Wszędzie dopasowane, bawełniane, w moim ulubionym kolorze i stylu. No i bach, wyprałam w zbyt wysokiej temperaturze, straciły przez to sporo na kolorze. Przy prasowaniu wyskoczyły na nich jaśniejsze smugi. Ale to jeszcze nic, bo po dwóch założeniach posypał się zamek. Chyba czas się z nimi pożegnać, chlip chlip.

To find a pair of suitable high waisted pants was really difficult for me, as I have quite a big difference between my hips and the waist. A few days ago I found quite nice pants – my size, my colour, my fabric, my style. Everything just for me! Unfortunately, after washing in too high temperature it lost much of its colour. While ironing I noticed some white marks on the fabric, and today the zip fell apart. Well, I think it’s time to say goodbye to my panties, just after saying “hello”.