piątek, 25 listopada 2011

In the country / Sielsko wiejsko


Do tych butów widzę właśnie takie zestawy, więc jest podobnie do tego, co ostatnio. Mamusia odradza mi cienkie sukienki z obawy o moją pupę i nerki, i nie wierzy, że jest mi ciepło. Sweterek rzeczywiście grzeje, a tylko do łokci, bo tak lubię najbardziej. Przypadkiem sukienka też ma rękaw ¾, więc spotkała mnie pełnia szczęścia. Obie rzeczy miały wylądować na Allegro, ale dałam im szansę i założyłam w kolejną sobotę na wsi.
A poniżej efekt naszych prac plastycznych. Maciek w zeszłym tygodniu znów walczył z infekcją w domu, więc wymyślaliśmy sobie zajęcia. Zbieramy kartonowe rurki po papierze toaletowym i ręcznikach papierowych, a potem coś z tego tworzymy, tzn. Maciek wymyśla, tato skleja, a potem mama i syn ozdabiają. Był już czołg i rakieta, tym razem wybór padł na wiatrak, który stanął na podwórku. Podwórko najpierw było zielone, ale spadł śnieg i ubraliśmy choinki, a nawet zrobiliśmy bałwana. Wszystko z rzeczy znalezionych na poczekaniu w domu, także uruchamiamy wyobraźnię. I jest zabawa!

A warm sweater or cardigan plus a light dress underneath are what I prefer with these boots. My mum is worried about my bottom and kidneys, she doesn’t believe I’m warm. Maybe except my elbows, but I don’t care as I love this length of sleeves. Perfect happiness! I was going to sell these clothes via Internet but I’ve changed my mind and given them a second chance.
And below the effect of our crafts. As my son was fighting against an illness last week, we had plenty of time sitting at home. We’ve made a windmill from the cardboard rolls taken out of toilet paper and kitchen towels. First our “yard” was green, but then snow fell and we’ve made a snowman and decorated two Christmas trees. Everything we used was found at home, we just had to use our imagination. It’s so fun!
 P.S Przy okazji szkielet Stefan dostał oczy.
P.S Stefan the skeleton was given his first eyes.

niedziela, 20 listopada 2011

Bits and pieces / Skrawki piątku i soboty

 Zajęcia plastyczne, efekty pokażemy wkrótce.
Some crafts - the effects will be presented soon.
 Zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara:  /  Going clockwise:
1. Prawie jak ognisko!   /  Almost a camp fire!
2. Lekcja anatomii      /    Anatomy home classes
3. Moje miejsce pracy i rozrywki  / The place where I work and have fun
4. Tato klei wiatrak  /  Daddy's making a windmill
5. Szkielet Stefan nie tylko jako pomoc edukacyjna / Skeleton named Stefan as our candy holder

 Zabawa w trzy... naparstki babci / Playing Three Cups game (granny's thimbles as cups)

piątek, 18 listopada 2011

Sweaters time! / Czas na swetrzyska!


Kiedy tak sobie przeglądam modowe blogi (bo nie bardzo mam ochotę czytać epistoły na temat np. jednej spódnicy), zastanawiam się, czy nasze Polki rzeczywiście wychodzą na ulicę w tym, co prezentują w obszernych postach. Elegancja lub dziwaczność niektórych stylizacji poddaje w wątpliwość szczerość intencji pozującej czyli pokazywanie siebie poprzez noszone stroje. Jednocześnie im dziwniej lub wystawniej, tym większa szansa na zaistnienie, może niekoniecznie w branży modowej, ale na pewno w sferze blogowej. Zdaję więc sobie sprawę, że jak tu wyskakuję w swoich szarych zgrzebnych łaszkach, to żadna ze mnie atrakcja, ale.. to cała ja, czyli obnażam, ekhm, a raczej ubieram tu przed Wami swoją duszę. Zatem doceńcie ten gest, a nie moje umiejętności kombinowania kratki z groszkami pod szynszylowym futrem.
Buty dopiero co nabyłam i chociaż ich skóra jest twarda, to tłumaczę sobie, że przecież to oficerki i tak musi być (a na szczęście nie obcierają). Sweter rzadko używany, ale doceniam fakt, że wykonany z bawełny nie czyni ze mnie snopu iskier w czasie mrozów. Sukienki nie pokażę, bo zarzekłam się, że nie będę się na zimnie obnażać. Mogę pokazać, że ma kieszonki na biodrach (zdjęcie nr 2) oraz zapewnić, że pod swetrem ukrywa się odcięcie pod biustem, półgolf i rękawy ¾.

When I glance through Polish fashion bloggers I wonder if those girls show their true outfits worn in the streets. Sometimes they seem too odd or too elegant as for our country. Maybe the girls just want to come into being in the blogosphere, hence this pretending. 
I know I’m not attractive at all in my modest outfits, but please appreciate the fact, that I’m showing you the entire me, I would say even my soul!
I’ve just bought the boots and I already love them, although they’re quite tough. The sweater is old and I like the fact it’s made of cotton, which doesn’t get full of static electricity. The dress is quite interesting, but I’ve promised myself to keep the layers on when it’s cold, so I’ll show it some other time. For sure it’s got pockets on the hips (pic nr 2).
P.S. Nie bierzcie mnie na zbyt poważnie.
P.S. Don't take me too seriously!

wtorek, 15 listopada 2011

Acne in my old age / Trądzik na starość ;-)


Ponarzekałam już na włosy, pora ponarzekać na cerę, w końcu jestem Polką i ujawnia się we mnie często narodowa cecha. 
Zazdroszczę tym, co wstają rano i po ochlapaniu twarzy wodą wybiegają z domu. Zawsze byłam piegusem, do tego zdążyłam się przyzwyczaić. Ale to, co mnie spotkało po dwudziestym roku życia, to tragedia! Trądzik! Dopiero niedawno udało mi się wygrać z nim walkę i chociaż nie mam idealnej cery, to jej stan w pełni mnie zadowala. A oto co robiłam i co robię do tej pory w sprawie leczenia i pielęgnacji.
1.       Endokrynolog (60zł). Wmawiano mi, że moje pryszcze to efekt miłości do słodyczy, zanieczyszczeń powietrza, chemii w pożywieniu, twardej wody, nadmiaru stresu. Owszem, wszystko to może zaostrzać objawy, ale nie tu leżał pies pogrzebany. Trzeba było zainwestować w wizyty u specjalisty i badanie hormonów, tarczycy i tych męskich (30-35zł każdy). Niech Was nie uspokaja prawidłowy poziom testosteronu, bo u mnie akurat podstępnym draniem okazał się androstendion. Na szczęście nie miałam aż takiego bałaganu w organizmie, żeby musieć szprycować się hormonami, a jedynie zażywałam lek o nazwie Spironol, i to w małych dawkach. Lek ten jest przepisywany wielu osobom na obniżenie ciśnienia, ale ja nie odczułam takiego oddziaływania.
2.       Dermatolog (za darmo). Obecnie mam jedną małą tubeczkę żelu Duac (40zł), stosowanego sporadycznie, choć trzeba było zacząć od większej ilości mazideł. Pani dermatolog doradziła mi krem nawilżający, z którego jestem bardzo zadowolona.
3.       Nawilżanie. Każdy rodzaj cery tego potrzebuje, również przetłuszczająca się. Wbrew pozorom  i taką można bardzo łatwo przesuszyć, zwłaszcza jeśli nakłada się różne specyfiki dermatologiczne. Krem nawilżający nakładamy 20-30 minut przed wysmarowaniem się maściami. Polecam Humektan – niedrogi (25zł), beztłuszczowy, nawet dla cery wrażliwej, dobry i pod makijaż.
4.       Nawilżanie raz jeszcze czyli maseczka, używana sporadycznie, bo ciągle o niej zapominam. Przypadkiem zakupiona w aptece, Dermomask intensywne nawilżenie, cena ok. 25zł. 
5.       Oczyszczanie.  Wodą myję twarz raz na trzy dni, i to tylko przegotowaną, używając różnych specyfików, ostatnio żelu z serii Purritin firmy Iwostin (40zł). Kiedyś miałam dziwne przeświadczenie, że niczym nie umyję twarzy tak dokładnie jak wodą, jednak przekonałam się do wygodnej w użyciu emulsji lub żelu do mycia na sucho, wacikiem. Na zmianę kupuję Cetaphil (40zl za 250ml) lub Physiogel (25zł za 150ml). Ten pierwszy wydaje mi się trochę mniej delikatny dla wrażliwej cery.
6.       Złuszczanie. Wraz z nawilżaniem to obowiązek wobec cery z trądzikiem. Obecnie mój trądzik jest na tyle zaleczony, że mogłabym używać peelingu z drobinkami ścierającymi, ale pozostałam przy enzymatycznym, bo tylko taki nie zaogniał problemu z pryszczami. Według mnie super jest  ten delikatnie złuszczający Lirene (17zł), użyty co drugi-trzeci dzień i buzia jak pupcia niemowlęcia.

poniedziałek, 14 listopada 2011