środa, 29 lipca 2015

W góry czy nad morze?

Wobec nieubłaganego faktu, jakim jest zmiana polskiego klimatu mówimy stanowczo - góry! W ciągu zaledwie trzech dni nad naszym zimnym polskim morzem (u nas panowały wówczas upały) umęczyliśmy się okrutnie, głównie niezliczonymi tłumami i wysokimi cenami. Tymczasem w górach cisza, przerywana co najwyżej sapaniem innych wspinających się, oraz ceny bardziej przystępne. Co będę owijać w bawełnę - lubimy spędzać wolny czas aktywnie i nie w smak nam smażenie się plackiem na plaży!

 Rankiem przed wyjściem w góry brat przygotowuje kanapki, a tu coś skrobie nam w drzwi. Teodor - łakomy sierściuszek gospodarzy.


 Taki trochę romantyczny wypad bez dziecka, na dwie pary.
 Za krzaczkiem było mi cieplej niż nad morzem.

 Byliśmy pewni, że wspinamy się na Babią Górę, a tu napisali coś innego...
 Na wysokościach zimno, ale jeśli głowa i plecy odziane, nogi mają się dobrze.

 Strome to zejście!
Tylu nas było i nikt nie zauważył, że parę kroków dalej mamy łagodne zejście.





 Największa nagroda za trudy dnia - pyszny pstrąg z domowej hodowli gospodarza.

 Tedi wierny jak zwykle.


 Mieszkaliśmy w uroczym domku.

 Po drodze zahaczyliśmy o Jezioro Żywieckie. Podjechaliśmy od strony wyludnionej, ale jakże brudnej!


 Mieliśmy jeszcze siły na zwiedzanie Zamku w Pszczynie.
Warto było, ale miałam wielką ochotę przysiąść na którejś z kanap i po prostu zasnąć.
 A nad morzem? Iloma zachodami słońca można się zachwycać? Nam wystarczył jeden...
 Pierwszy dzień spędziliśmy we troje.
 Pojechaliśmy odebrać Maćka z obozu i dane nam było spać pod wojskowym namiotem, na polowych pryczach. Pod dwiema kołdrami i kocem, odziana w dres powiedziałam - nigdy więcej!
 Niewątpliwą ozdobą obozu i plaży była Inka - dobrze, że mi jej nie zagłaskano na śmierć.


Jej samej najmniej podobał się wiatr od morza.

Tylko nasze dziecko nie miało oporów, żeby się kąpać w lodowatej wodzie.
 Z radością przenieśliśmy się na bardziej "luksusowy" kwaterunek. Dziecko dorwało się do telewizora po 10 dniach "odwyku".
 
Kupiliśmy mu komiksy, które same musieliśmy sobie czytać.

 Kolejna wada naszego morza - wracaliśmy znad niego dziewięć godzin.
Po drodze zatrzymaliśmy się u rodziny ze strony męża i dopiero tu nad zalewem odnaleźliśmy spokój i wypoczynek.
 Tatuś w końcu wszedł z dzieckiem do ciepłej wody.


 Wujek posiada starą jamniczkę Milkę.
 Dosłownie prosiła Inkę o zainteresowanie swoją osobą, ale mina "księżniczki" mówi wszystko.


13 komentarzy:

  1. Jako alternatywę morze proponuje Kaszuby :) tez daleko i długo sie jedzie , ale za to jak pieknie i bezludnie:)
    Ja zmykam na tydzień do Krakowa i na Roztocze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamte rejony mamy ciągle w planach, ale życie inaczej się układa i jedziemy, gdzie trzeba.
      Kraków - udało mi się wpaść tam trzykrotnie w ciągu minionego roku, ale to tylko takie liźnięcie tematu.
      Roztocze - oj, trochę za daleko, choć chciałabym.

      Usuń
    2. A mnie sie tam tęskni - na Kaszuby ....

      Usuń
  2. Widoki boskie ! Też mieliśmy jechać w góry w tym roku ale musimy to odłożyć na inny czas :) Kocham takie miejsca natura natura i jeszcze raz natura! Tak to można odpoczywać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natura i jak najmniej ludzi! A co się odwlecze, to nie uciecze.

      Usuń
  3. Piękne zdjęcia, piękni Wy ... tylko pozazdrościć wakacji tu i tam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam dodać Kluczbork do wakacyjnych wojaży :-)
      Pamiętaj, jedziemy razem w góry już wkrótce!

      Usuń
  4. Fajnie tak spędzić czas trochę tu trochę tam:)
    Mimo wszystko wybieram morze, niezmiennie zachwyca mnie jego bezmiar i tajemniczość, a szum fal bezcenny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym się zachwycać morzem, ale poza sezonem, gdy puste plaże. Wtedy, niestety, nie mogę wziąć urlopu...

      Usuń
  5. Ja też wolę góry, choć dawno nad morzem nie byłam, więc może nie powinnam mówić w ciemno.
    Świetna fotorelacja, bardzo przyjemnie się oglądało i czytało:).

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie sielskie wakacyjne obrazki! jak mnie wzrok nie myli to na początkowych zdjęciach beagle stoi sobie, jak moja Tunia! wyjątkowy łakomczuch :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to był chyba beagle, sądząc po apetycie :-D

      Usuń
  7. Świetna relacja, uśmiałam się...
    Zdjęcia cudne!
    A my jeszcze w tym roku nie byliśmy na urlopie :(... Tak wyszło...

    OdpowiedzUsuń