czwartek, 14 sierpnia 2014

Giewont zdobyty! / We did it!

Nasze wakacyjne wypady są zawsze krótkie lecz intensywne. Rzuciliśmy hasło "Zdobywamy Giewont" i po prostu to zrobiliśmy,  a trafiliśmy na sobotę, pierwszy od czterdziestu dni bezdeszczowy dzień w górach.

Our holiday trips are always short but intensive. We decided to climb the mountain Giewont and we did it on the last sunny Saturday. 
 
Ruszamy o 8, jeszcze trochę zimno w lesie. Planowałam o 6, ale kto by chciał wstać tak wcześnie? 
We're setting off at 8, it's still chilly in the woods:


Na Polanie Kondratowej słońce już przygrzewa, moi chłopcy zakładają kapelusze:
On Kondratowa Clearing the sun is already strong and my boys put on their hats:


A ja Maćkową chustkę i uśmiech na twarz, bo widoki zaczynają radować serce:
And I'm wearing a scarf and a big smile, cause the views are starting to gladden my heart:




Dłuższy odpoczynek na Kondrackiej Przełęczy. Mina nietęga nie z powodu odległego celu wędrówki za moimi plecami, ale ze względu na natężenie ruchu na szlaku:

 A longer rest. I don't like the amount of tourists heading towards Giewont:



 Mały się cieszy, że tak daleko dotarł, ale mina rzednie, kiedy ma pozować z rodzicami:
He's happy being so high, but he doesn't fancy posing with parents:




Na końcowym odcinku wspinaczki kolejka przy łańcuchach - normalka:
A queue at the end of our climbing - typical for Giewont:


Maciek trochę się boi, ale powtarza pod nosem "Nie jestem mięczakiem" i prze naprzód:
Maciek is a little bit scared but he keeps whispering "I'm not a loser" and he's bravely climbing up:


Dotarłam! Niestety, na czubku jest niewiele miejsca, a ludzi dużo. Trudno zrobić dobre zdjęcie:
I'm finally here! There's not much space and too many people to take good shots:




 I znów kolejka żeby zejść (spaść?) w dół:
Once again queuing to climb down:



Zejście było łagodniejsze, mimo łańcuchów. A tam droga na Kasprowy Wierch, którą brnęłyśmy z Dziurką w zeszłym roku nie widząc nic dalej jak dwa metry:
There you can see the route I took with Dziurka last year. We couldn't see anything then, just grey clouds and much rain:



Schodziliśmy czerwonym szlakiem w Dolinę Strążyńską, a tam raj dla Maćka - strumyki i potoki:
Down in the valley Maciek is enyoing the streams:



Ile można siedzieć w jednym strumieniu? Matka głodna i zniecierpliwiona:
But how long can one sit in a stream? The mother is hungry and angry:


I już na dole. Nie chcielibyśmy wracać z powrotem. Sił natomiast mieliśmy dużo i następnego dnia zrobiliśmy jeszcze dłuższą trasę!
We are down. We wouldn't like to come back. But the next day we had still much power and took even a longer route!




18 komentarzy:

  1. Ale fajne zdjęcia, piękne widoku. Też mam ogromną ochotę ostatnio na górskie wyprawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proponuję Tatry w ramach podróży poślubnej ;-)

      Usuń
  2. Ale tam tłok .... Ale i tak warto , cudnie .... U mnie po godzinie byłoby nuda .... Po co .... A gdzie księżniczka ;)
    Zamki ok , ale góry ??!!!
    Zazdroszczę , ale tak pozytywnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ośmiolatka było to trochę nudne, ale tylko do momentu wejścia między strumyki.
      Ja lubię czasem pokazać, że nie jest tak źle z moją kondycją.
      Mąż udaje, że żadne trasy mu niestraszne ;-)

      Usuń
    2. Kiedyś wchodzilam w góry z moim bratankiem lat 9 :) to inna sprawa , ze starsza tez może niedługo szlak by sie dało , ale młodsza póki co ... Nie znajduje przyjmosci w długim chodzeniu ... Chociaż ... 4 km na RoZtoczu zrobiła :)

      Usuń
    3. Ja chodzę, a Ty przecież biegasz! Tyle, że nie po górach ;-)

      Usuń
  3. Super foty. I podziwiam, bo ja bym się tam dźwigiem nie dała zaciągnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest tak źle, jak się wydaje. Byleby iść własnym niewymuszonym tempem :-)

      Usuń
  4. Gratulacje!!!!:)
    Ja byłam dwa tygodnie temu w Tatrach :) Zaliczyłam drugi raz Zawrat i Świnicę lecz z większą pokorą i gorszą kondycją niż kiedyś. Na Giewont już nie pójdę, chyba że w porze wyludnionej, inaczej można się nadziać na fanów klapek a nawet szpilek !, z czego potem wynikają nerwowe zatory:) W przyszłym roku są plany na Granaty, gdzie jeszcze moja noga nie postała:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, rozmaite rzeczy ludzie przywdziewają idąc w góry. Albo nie przywdziewają, bo jedna panna szła w staniku. Pewnie chciała się opalić, ale czemu w lesie...
      My dopiero zaczynamy chodzić po Tatrach rodzinnie, nawet jeszcze Morskie Oko przed nami.

      Usuń
  5. Ja nigdy nie dotarlam na Giewont... a szkoda bo widze, ze pieknie tam mimo tej masy ludzi... A Tobie wielki plus za chuste na glowie - mam slabosc do takich naglownych wiazan;)
    Pozdrawiam! Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyśmy się wygramolili o godzinie 6, z pewnością turystów byłoby mniej, stąd mój plan.
      Chustka sprawdziła się jako ochrona przed słońcem, podtrzymywacz klejącej się grzywki i pochłaniacz potu ;-) Mąż orzekł, że wyglądam dobrze i mogę w niej wędrować.

      Usuń
  6. Gratuluję serdecznie:))piękne zdjęcia:))Pozdrawiam całą trójkę:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajnie sobie rodzinnie zdobywacie szczyty. Świetne zdjęcia. Też zdobyłam, 2 - 3 razy ... w młodości. Teraz już bym się nie odważyła, sprawa ciśnienia... i nie tylko. A Morskie Oko, chyba z 15 razy, może więcej... Dawne czasy... Ładnie Ci w tej chusteczce. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ho ho, aż tyle razy byłaś nad MO? Ja zaledwie dwa razy i nie wiem, czy chce mi się trzeci!
      Dziękuję za komplement!

      Usuń
    2. No tak... z dziećmi swoimi, z dziećmi szkolnymi, młodzieżą... Jakoś tak się nazbierało.

      Usuń
  8. Muszę pochwalić udany strój turystyczny:D

    OdpowiedzUsuń